Historia jednej ze zrzutowych nocy – czyli mity i błędy

Groby lotników polskich niosących pomoc powstańczej Warszawie rozsiane są na terenie Polski - kwatera lotników alianckich na krakowskim Cmentarzu Rakowickim, Czech - Cmentarz Olszański w Pradze, Węgier - British Cementery War (BCW) w pod budapeszteńskim Solymar (przy drodze do Esztergom), Jugosławii – BCW na cmentarzu w Belgradzie przy ul. Roosveltovej, i Włoch – cmentarz komunalny w Brindisi. Lecz nie wszystkie loty ze zrzutami nad Warszawę latem i jesienią 1944 r. są do końca wyjaśnione.

Jedną z lotniczych tajemnic kryją góry Beskidu Niskiego, przez który wędrując można natknąć się na dwa zapomniane pomniczki lotnicze w rejonie Gorlic. Pierwszy znajduje się w Olszynach, położonych ok. 25 km na północ od Gorlic, a drugi w Banicy, ok. 20 km na południe od tego miasta, tuż przy granicy państwa ze Słowacją. Oba są poświęcone lotnikom 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia. Otóż na tablicy pomniczka w Olszynach widnieją nazwiska lotników z tej jednostki i data - sierpień 1944, zaś na pomniczku w Banicy znajduje się jedynie enigmatyczny tekst poświęcony nieznanym lotnikom polskim poległym tu we wrześniu 1944 r. Można przyjmować bezkrytycznie informacje zapisane w prasie lub pozycjach książkowych, można też się z nimi nie zgadzać i mieć wątpliwości. Czy tablice pomników zawsze mówią prawdę? Czy warto podważać ustalone wcześniej fakty i zmieniać oceny historii?

W nocy 16/17 VIII 1944 r. z baz włoskich poleciało nad Warszawę 18 załóg z polskiej 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia, południowoafrykańskich z 31 Dywizjonu Bombowego SAAF, oraz angielskich z 148 Dywizjonu Specjalnego Przeznaczenia RAF i 178 Dywizjonu Bombowego RAF (planowano lot 19 załóg, lecz załoga kpt. naw. (F/Lt) Franciszka Omylaka na skutek wady jednego silnika odpadła ze startu), z lotu nie powróciły: dwie załogi polskie (Halifax JP - 220 C pilotowany przez chor. (W/O) Leszka Owsianego i Liberator EW - 275 R pilotowany przez kpt. (F/Lt) Zygmunta Plutę), jedna załoga brytyjska ze 178 Dywizjonu Bombowego RAF i trzy południowoafrykańskie załogi z 31 Dywizjonu Bombowego SAAF. Losy załogi ww Halifaxa JP - 220 C są dziś dokładnie ustalone. Zestrzelony przez nocnego myśliwca samolot spadł w rejonie wsi Dębina koło Okulic (poległ radiotelegrafista sierż. (W/O) Stefan Bohanes, pilot dostał się do niewoli, reszta załogi trafiła do oddziału AK). Inaczej ma się rzecz z drugą załogą - załogę por. obs. (F/O) Tadeusza Jencki tworzyli: kpt. pil. (F/Lt) Zygmunt Pluta, sierż. pil. (W/O) Brunon Malejka, plut. (F/S) Bernard Wichrowski, kpr. (F/Sgt) Jan Florkowski, kpr. (F/Sgt) Józef Dudziak i (Sgt) plut. Jan Marecki:
„Ppor. naw. T.[adeusz] Lach także zrzucił swój ładunek na „Hamak” ... W drodze nad Kampinos widziano w rejonie Nowego Sącza spadający w płomieniach samolot, a gdy po wykonaniu zadania załoga wracała do bazy, zauważono w tym rejonie dopalające się na ziemi szczątki tej maszyny. Samolot, który zauważyła załoga ppor. [naw. Tadeusza] Lacha, był dowodzony przez por. naw. Tadeusza Janeckę (powinno brzmieć Jenckę – przyp. aut.). Po ostrzelaniu przez nocnego myśliwca „Liberator” zapalił się. Część załogi próbowała skoku ze spadochronem. Wysokość samolotu była jednak zbyt niska i spadochrony nie otworzyły się. Dwóch lotników, którzy nie opuścili maszyny, zginęło w rozbitym między wsiami Banica i Krzywa (na południe od Gorlic ) samolocie.

W powyższym tekście pojawiają się nazwy dwóch beskidzkich miejscowości, i z opisu wynika, że obie z nich są połączone z historią Liberatora EW - 275 R. W literaturze przedmiotu podany jest następujący opis zestrzelenia ww załogi:
„17 VIII 1944 r. wystartował z lotniska w Brindisi na samolocie „Liberator” Mk. VI nr 275 do specjalnego lotu bojowego nad Polskę z pomocą dla Powstania Warszawskiego. W rejonie Gorlic samolot został zaatakowany przez dwa niemieckie nocne myśliwce, które uszkodziły jeden z silników „Liberatora”. Wobec niemożliwości kontynuowania lotu do Warszawy na trzech silnikach dowódca wydał rozkaz powrotu do bazy. Samolot jednak stale tracił wysokość, więc w rejonie wsi Olszyny pod Bieczem dokonano awaryjnego zrzutu ładunku i dowódca rozkazał opuścić samolot. Załoga wyskoczyła ze spadochronami, ale pilot ze względu na rannego (?!) mechanika pokładowego plut. Mareckiego leciał dalej, próbując znaleźć lądowisko. Samolot rozbił się w miejscowości Banica pod Gładyszowem. Po skoku dokonanym ze zbyt małej wysokości zginęli: por. T.[adeusz] Jencka, sierż. [Brunon] Malejka, plut. B.[ernard] Wichrowski, kpr. J. [an] Florkowski i kpr. J.[an] Dudziak. Kpt. Z.[ygmunt] Pluta i plut. J.[an] Marecki zginęli pod szczątkami samolotu. Wszystkich pochowano w miejscu wypadku, a po wojnie ekshumowano na brytyjski cmentarz w Krakowie, grób wspólny nr 9-10, rząd A, działka 1. ”

Również i w tym opisie występują dwa miejsca dotyczące tej załogi, choć pojawia się kwestia dwóch niemieckich nocnych myśliwców. Wg relacji świadków oglądających to zdarzenie z ziemi wynika, do których udało mi się dotrzeć pojawił się w rejonie Olszyn jeden myśliwiec. Wg opublikowanych w latach 80 - tych w prasie lotniczej wyników i ustaleń por. (W/O) Józefa Zubrzyckiego z Krakowskiego Klubu Seniorów Lotnictwa – w 1944 r. lotnika 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia - nie wykonującego w okresie Odwetu lotów bojowych nad Polskę - zdarzenie miało następujący przebieg:
„W miejscowości Olszyny koło Jasła pięciu członków załogi po trafieniu przez samoloty nieprzyjacielskie (ostrzelanie silnika i trafienia w kadłubie) wykonując skok na rozkaz dowódcy załogi kpt. pil. [F/Lt] Z.[ygmunta] Pluty zginęło ze względu na zbyt niską wysokość opuszczenia samolotu. Podczas skoku dokonano awaryjnego zrzutu 12 zasobników z bronią i amunicją, które zostały zabrane przez żołnierzy AK. Pochowano pięciu zabitych członków załogi. Cały czas atakowany „Liberator” z 1586 Eskadry polskiej oddalił się od miejsca wypadku o 30 km. Według oświadczenia świadków koło granicy Czechosłowackiej (nad miejscowością Gładyszów) ostrzeliwany został przez nieprzyjacielski samolot myśliwski i cały w płomieniach skręcił na wschód i runął w Banicy. Pilot F.L/kpt. pil. naw. Zygmunt Pluta lat 31 zginął ze względu na małą wysokość skoku ze spadochronem. W samolocie spalił się mechanik pokładowy (prawdopodobnie był ranny lub zabity), sgt./plut. F. E. Jan Marecki, lat 23. Pochowano ich na cmentarzu koło miejscowości Krzywa w dniu 4 III 1945 r. ”

W pisowni danych osobowych umieszczonych na pomniku w Olszynach są do dnia dzisiejszego rażące błędy: F/O/por. naw. Tadeusz Janecka figuruje jako Tenika (PAF) lat 26; W/O/sierż. pil. Brunon Malejka figuruje jako Matejko (PAF), lat 27; F/Sgt/plut. A.B.B. Wichrowski figuruje jako Wachowski (PAF), lat 21. Przydrożny pomniczek z poprzekręcanymi nazwiskami odsłonięto w 1969 r. – ww błędy w pisowni nazwisk spowodowały ˙konsternację wśród rodziny Państwa Wichrowskich, przybyłych na tą uroczystość. Jest to niezrozumiałe, dlaczego obecne władze samorządowe nie zabiegają o to by zmienić ten stan rzeczy. Błędy w historii to rzecz normalna, a w naszej szczególnie !!!

Świadkowie z okolic Banicy wspominali, że na miejscu tragedii do wiosny 1945 r. znajdowały się szczątki ludzkie i porozrzucane rzeczy osobiste. W tym miejscu warto przyjrzeć się bardzo precyzyjnym badaniom przeprowadzonym przez Szymona Serwatkę, współzałożyciela i członka organizacji Air Missing In Action Project (AMIAP), który stworzył listę zwycięstw powietrznych niemieckich nocnych myśliwców z tego okresu czasu. Tej nocy - 16/17 VIII 1944 r. - nad Małopolską aktywnie operowali piloci niemieckich NJG 100 (jednostka ta wyposażona była w maszyny typu Messerschmitt Bf. 110 z w radarami przechwytującymi typu Lichtenstein BC oraz Junkers Ju - 88 G z radarami pokładowymi typu Sn – 2) a jedną trzecią z 18 maszyn zrzutowych tej nocy dokonujących operacji zrzutowych zestrzeliło dwóch niemieckich pilotów nocnych myśliwców. Z ww liczby cztery alianckie maszyny zestrzelił OLt. Gustav Francsi z 1. NJG 100. Wg niemieckich meldunków Liberator EW – 275 R pilotowany przez kpt. pil. (F/Lt) Zygmunta Plutę został zestrzelony przez tego pilota o godz. 02. 18 w kwadracie mapy 25 OstS/RG (Przemyśl) – wkradła się tu literówka, gdyż w ww kwadracie leżą Olszyny. Wg wersji obowiązującej w polskiej prasie lotniczej – zaznaczamy błędnej !!! - pięciu lotników z ww załogi skacząc na spadochronach z niskiej wysokości koło wsi Olszyny poniosło śmierć na miejscu, gdzie spadł również jeden silnik maszyny zaś płonący Liberator eksplodował o godz. 02. 19 o 35 km dalej we wsi Banica nad granicą czechosłowacką, gdzie miał polec pilot i mechanik pokładowy plut. (Sgt) Jan Marecki. Ostatnie chwile tej maszyny widziała południowoafrykańska załoga mjr. G. A. P. Greindla z 31 Dywizjonu Bombowego SAAF. Załoga por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki pochowana jest na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie .

Po zebraniu ww danych można wyciągnąć dość proste wnioski:
• Liberator EW - 275 R zapalony został przez niemieckiego nocnego myśliwca w rejonie dolotu nad Olszyny - tutaj wyrzucono zasobniki i odpadł jeden silnik

• pięciu lotników z załogi wyskoczyło ze spadochronami i ze względu na niewielką wysokość i niemożność ich otworzenia się zginęło

• płonący samolot spadł koło wsi Banica grzebiąc w swym wraku jednego lotnika, drugi wyskoczył na spadochronie lecz zginął ze względu na niewielką wysokość

• załoga południowoafrykańska załoga mjr. G. A. P. Greindla z 31 Dywizjonu Bombowego SAAF w drodze powrotnej znad Puszczy Kampinowskiej widziała o godz. 02. 19 w rejonie Grybowa jak oświetlony flarą z myśliwca i trafiony pociskami w pobliżu lecący samolot wybuchł i spadł na ziemię cały w płomieniach.

Mieszkaniec wsi Krzywa Jan Kołotyło tak oto wspominał to wydarzenie: „Było to w nocy, samolot leciał od strony granicy i widać było jak atakował go niemiecki samolot świetlną amunicją. Po chwili samolot zapalił się. Jeden lotnik wyskoczył w środku wsi, lecz było to tuż nad ziemią i zabił się. Samolot w płomieniach rozbił się w potoku, dwa km dalej eksplodując. Podbiegłem do niego i widziałem we wraku spalone zwłoki lotników. Na drugi dzień przyjechali Niemcy i nie pozwolili ludziom podchodzić do wraku. Przyjechał też podobno lotnik, który go zestrzelił. Niemcy zabrali to co zostało z katastrofy, z tego co mówili mi ludzie z pobliskiego Wołowca załogę pochowano na cmentarzu w Krzywej. Więcej danych znaliby ludzie z Banicy i Krzywej lecz tych wywieziono po 1947 r. na północ (w ramach Akcji Wisła - przyp. aut.) .”

Relacja ta potwierdzała walkę i tragedię samolotu (plotka okoliczna mówiła, iż jeden lotnik przeżył i po wojnie był w Banicy leśniczym). Na skromnym pomniczku w Banicy do dziś umieszczony jest napis:
„Pamięci 7 lotników polskich nieznanego nazwiska, niosącym z Włoch pomoc dla powstańców Warszawy poległym w Banicy we wrześniu 1944 r. W 25 rocznicę śmierci. Społeczeństwo powiatu gorlickiego” Nasuwa się kilka pytań: skąd ta wrześniowa data? Skąd ten napis - nieznanego nazwiska? Uzyskane w pod gorlickich Olszynach relacje grona świadków podważyły wersję prezentowaną dotąd w literaturze lotniczej. Wg. relacji Zdzisława Mężyka i kilku innych mieszkańców: „Około godziny 2 w nocy około 5 kilometrów od Olszyn, na Ratówkach niemiecki myśliwiec z Nowego Sącza - tam Niemcy mieli najbliższe lotnisko (?) - zaatakował duży samolot. Widać było świetliste smugi pocisków, które go zapaliły. Po chwili usłyszeliśmy ogromny huk i zobaczyliśmy słup ognia. Po chwili słychać było przelot niemieckiego myśliwca nad miejscem upadku. Nasz lokator Adam Ślisz, który znał niemiecki wybiegł z domu i po chwili wrócił z informacją, że spadł w potok duży samolot. Eksplozje następowały jedna po drugiej, silniki i zbiorniki paliwa leżały odrzucone od kadłuba, a cały wrak tlił się przez około tydzień. Następnego dnia przyszli partyzanci z AK i wtedy dopiero można było dokładnie wszystko zobaczyć. Partyzanci załadowali na furmankę pełno karabinów, których sporo uszkodziła eksplozja i kazali nam pochować lotników. Ciało jednego leżało na buraczanym polu koło domu gdzie mieszkałem. Przez noc słyszeliśmy tam jęki, ale strach było wyjść. Miał przy sobie dokumenty na nazwisko Wichrowski [plut. (F/S) Bernard Wichrowski], z Poznania i mały pistolet. Przy rozkopywaniu miejsca kraksy znaleźliśmy drugie zwłoki, wokoło leżały szczątki ludzkie – 4 - 5 osób. Porucznik AK kazał pochować zwłoki. Sam zasalutował im w milczeniu. Chłopi pozbierali szczątki lotników do drewnianych skrzyń i pochowali na starym cmentarzu z I wojny światowej. W mogiłę wbito śmigło. Wrak rozgrabili ludzie, gdyż po przetopieniu metal przydawał się praktycznie do wszystkiego” .

Z relacji tej wynika jasno, że skoro w załodze był lotnik o nazwisku Wichrowski to mieliśmy do czynienia z samolotem typu B – 24 Liberator pilotowanym przez kpt. pil. (F/Lt) Zygmunta Plutę, ponadto z relacji świadków wynikało, że w Olszynach spadł na ziemie samolot i tu leżał jego wrak a nie w Banicy oraz że na pokładzie maszyny znajdowały się zasobniki z bronią. Zatem czyżby zasobniki nie zostały zrzucone na placówkę 701 w Puszczy Kampinowskiej bądź w rejon ul. Marszałkowskiej w Warszawie ?

• albo samolot zaatakowany został w czasie lotu do Warszawy z zasobnikami na pokładzie

• albo załoga nie odnalazła placówki 701 bądź rejonu ulicy Marszałkowskiej nie wykonała dzikiego zrzutu i zestrzelona została w drodze powrotnej do Włoch mając materiał zrzutowy na pokładzie. Relacje świadków pokrywały się się z informacjami uzyskanymi od dr A. Mężyka, który jako chłopiec spędzał czas okupacji u rodziny w Olszynach i widział całe zajście. Tezę tę o zestrzale samolotu B – 24 Liberator EW – 275 R w Olszynach a nie w Banicy można wesprzeć poniższym dokumentem w którym komendant Okręgu AK Kraków płk. Edward Godlewski ps. Garda depeszował 27 VIII 1944 r. do Bazy nr 11 we Włoszech:
„Dnia 17/18. VIII spadł samolot polski w miejscowości Olszyny płdn. Tarnów. Załoga 5 Polaków, 1 Anglik zginęła. Amunicja częściowo uratowana” (Anglik - to typowe przekręcenie okresu wojny – załoga była czysto polska - przyp. aut.) .

Ponadto komunikat radia warszawskiego z 19 IX 1945 r. podawał: „Jak donosiliśmy swego czasu w nocy 17/18 VIII 1944 r. (występuje tu niewłaściwa data – powinno być 16/17.VIII - przyp. aut.) spadł we wsi Olszyny, pow. gorlickiego samolot angielski z polską obsługą … Powiatowa Rada Narodowa w Gorlicach postanowiła zabezpieczyć miejsce upadku samolotu i wznieść tam pamiątkowy krzyż ozdobiony śmigłami z płatowca ”.

Były żołnierz AK ppor. Adam Piegłowski ps. Bogusław w swej relacji złożonej prof. dr hab. A. Daszkiewiczowi podał, że: „W rejonie Góra Gilowa - Szerzyny doszło 19 VIII do zasadzki na ekspedycję Niemców, ˙którzy przybyli w pobliże Ołpin (miejscowość leżąca niedaleko Olszyn - przyp. aut.) by zbadać tam rozbity aliancki samolot ... zniszczono 8 samochodów i zabito 23 Niemców” . Zebrane informacje wskazują wyraźnie na Olszyny jako miejsce wypadku samolotu typu B – 24 Liberator EW – 275 R pilotowanego przez kpt. pil. (F/Lt) Zygmunta Plutę. Zastanawia jednak końcowa teza badaczy operacji lotniczych and Polską - Kajetana Bienieckiego występująca w obu wydaniach jego książki jak i wcześniej cytowanego por. (W/O) Franciszka Zubrzyckiego:
• „Liberator” płonąc bez jednego silnika, który odpadł w Olszynach, po zrzucie zasobników przeleciał 35 km i płonąc jak pochodnia spadł w Banicy tuż przy granicy czechosłowackiej (!!! – nota bene obecnie mamy granicę polsko – słowacką i dziwi dlaczego w pracy z 2005 r. autor tego błędu z pierwszego wydania książki nie poprawił).

Wg. relacji mieszkańców wsi Olszyny samolot spadł w środku wsi i dopalał się przez około tydzień:
• przelot płonącym samolotem 200 m nad ziemią, z jednym tylko pilotem bez jednego silnika, który odpadł (?!) w Olszynach, po zrzucie zasobników, stale atakowanym na niewielkiej wysokości przez niemieckiego myśliwca nad górami Beskidu Niskiego był mało możliwy.

• wzniesienia Beskidu Niskiego nie są pagórkami rejonu Mazowsza czy Gór Świętokrzyskich, a przelot płonącym samolotem w ww. warunkach 35 km - to brzmi z dużą przesadą.

Zebrane relacje mieszkańcow wsi Olszyny wyraźnie tej tezie przeczą lecz i tutaj pojawia się kilka wątków wyraźnie nie wyjaśnionych:
• dlaczego w wsi Banica na tamtejszym pomniku jest wrześniowa data - czyżby więc były to zestrzały dwóch różnych samolotów ? • części więc jakiego samolotu znaleziono 16 VIII 1996 r. podczas eksploracji w Banicy, a 12 X 1996 r. przekazano na ręce i

nż. Jana Hoffmanna z Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie ? W statystykach strat 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia widnieje w okresie lotów nad Warszawę strata dwóch załóg, które utonęły w Adriatyku. Ewidencyjnie los 15 załóg potwierdzony jest dokumentami oraz miejscami pochówku – los 16 – tej załogi, którą miał pochłonąć Adriatyk, jest nie znany. I w tym właśnie miejscu zaczyna się droga do rozwikłania tajemnicy owych dwóch katastrof polskich załóg w Beskidzie Niskim, gdyż fale Adriatyku nie pochłonęły tej ww załogi, z którą od startu z Campo Cassale nie było łączności radiowej (stąd hipoteza o morskiej tragedii). W rejonie wsi Banica i Krzywa został zestrzelony ów brakujący w statystykach samolot Eskadry.

Opracowujący statystyki polskich strat ww Kajetan Bieniecki i por. (W/O) Jozef Zubrzycki podają tylko jedną załogę poległą w Adriatyku, ale z datą sierpniową 1944 r. a na pomniku w Banicy znajduje się zapis mówiący o zdarzeniu mającym miejsce w wrześniu 1944 r.? Fantazja projektanta monumentu, czy pomyłka taka jak z poprzekręcanymi nazwiskami w Olszynach ? Nocą 27/28 VIII 1944 r. swój pierwszy lot nad Warszawę wykonywała załoga samolotu typu Handley Page Halifax JP - 295 P w składzie: kpt naw. (F/Lt) Franciszek Omylak, ppor. pil. (F/O) Kazimierz Widacki, ppor. bomb. (P/O) Konstanty Dunin - Horkawicz, kpr. rtg. (Sgt) Ozga Jan, plut. mech. pokł. (Sgt) Balcarek Wilhelm, plut. strz. sam. (Sgt) Skorczyk Józef, ppor. strz. sam. (P/O) Mroczko Tadeusz. Od chwili startu maszyny w bazie Campo Cassale nie odebrano żadnych sygnałów - po wojnie szczątków samolotu nie odnaleziono. Wszystko wskazuje, że katastrofa w Banicy to nie nieznany samolot z nieznaną z nazwisk załogą, a fakty wskazują na ww maszyne z załogą kpt. naw. Franciszka Omylaka. Piotr Syrociak świadek tego zdarzenia wspominał o nocy z soboty na niedzielę jako o nocy upadku samolotu w rejonie Krzywej i Banicy i potwierdzał, iż obok wraku maszyny leżał poległy lotnik w mundurze z napisem Poland !!!

Co do dat pochówku poległych lotników na cmentarzu w Banicy także nie ma zgody wśród badaczy tego zdarzenia. Po przejściu linii niemiecko – rosyjskiego frontu 4 III 1945 r. na cmentarzu w miejscowości Krzywa pochowano lotników poległych w Banicy, zaś inna wersja mówiła, że w 1946 r. komisja wojskowa dokonała ekshumacji zwłok i przeniosła je na BCW w Krakowie. Kolejna wersja mówiła, że komisja ta przebywała w Krzywej dwukrotnie i za pierwszym razem grobów nie odnaleziono, a kolejna wersja mówiła, że powołana komisja przekopała teren cmentarza w Krzywej 28 III 1979 r. i ekshumowała szczątki zwłok do grobowca na cmentarz w Gorlicach. Po udokumentowaniu przez Krakowski Klub Seniorów Lotnictwa (KKSL) w czerwcu 1979 r. kto został ekshumowany i po dostarczeniu dalszych dowodów odpowiednim władzom i instytucjom wydano zarządzenie pochowania szczątków lotników po uzyskaniu zgody Komisji Brytyjskiej Opieki nad Grobami Wojennymi (KBOnGW) w sierpniu 1980 r. w kwaterze alianckiej BCW w Krakowie. Uroczystość ta odbyła się 1 IX 1980 r. przy udziale członków rodzin byłych lotników i członków ww KKSL. Nie podawano natomiast żadnych informacji o ekshumacji w Olszynach !!! Wg. relacji mieszkańców Olszyn po wojnie na cmentarzu z okresu I wojny światowej dokonano ekshumacji ciał lotników, którzy tu polegli .

„W nocy, na małej wysokości przelatywał nad Podlesiem Jodłowskim samolot. Miał widocznie uszkodzony jeden silnik bo leciał bardzo silnym trawersem w lewo i po minięciu pasma lasów Rysowanego Kamienia, runął na ziemię w Olszynach. Musiał mieć uszkodzone przyrządy nawigacyjne lub dowódcy wydawało się, że bliżej mu będzie do swoich lecąc na zachód ... Przy uderzeniu wybuch zniszczył prawie całą amunicję i broń” .

Powyższy cytat pochodzi z listu dr Tadeusza Ślawskiego, który jako historyk i były żołnierz AK związany został z historią załogi 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia zestrzelonej w Olszynach. Michał Kręc, Marcin Danilewicz i Tomasz Sikorski w Beskidzie Niskim od 1994 r śledzili lotniczą tajemnicę zdarzenia mającego miejsce w Banicy. Wg nich – a szczególnie Tomasza Sikorskiego - spoczywający tam w ziemi wrak samolotu to wrak maszyny typu Handley Page Halifax z 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia. Podczas badań prowadzonych w terenie natrafił on na szereg dowodów rzeczowych – części maszyny - jak i na grono świadków tych wydarzeń które pozwalają jednoznacznie stwierdzić, że lotnicze tragedie w Olszynach i w Banicy to wbrew pokutującej w literaturze lotniczej tezie – nie jedna lecz dwie osobne historie !!! W 1994 r dwaj mieszkańcy Warszawy – Michał Kręc i Marcin Danielewicz, znaleźli w Banicy szereg części, samolotu które dostały się w ręce Tomasza Sikorskiego – na jednej z części będącej tzw. tabliczką znamionową widniał napis: Halifax II Sarial No i szereg cyfr. Okoliczny potok w czasie eksploracji pokazał kolejne części dowodzące iż w grząskiej ziemi leży wrak maszyny typu Handley Page Halifax z polską załogą co potwierdzili świadkowie i zebrane niebawem dokumenty !!!

Badający historię operacji zrzutowych dla Warszawy w 1944 r. ww autorzy w rejonie Gorlic umiejscowili dwa miejsca kraks lotniczych, które powiązali w jedno wydarzenie:
• w nocy 16/17 VIII 1944 r. wracający z nad Warszawy samolot typu B – 24 Liberator EW - 275 R o godz. 02. 19 zapalił niemiecki nocny myśliwiec; pięciu lotników z jego załogi wyskoczyło na spadochronach na małej wysokości w rejonie Olszyn i zginęło wskutek zderzenia z ziemią zaś płonący samolot z dwoma lotnikami na pokładzie i z urwanym jednym silnikiem przeleciał na niskim pułapie dalsze 25 km i eksplodował zderzając się z ziemią w Banicy. Wg tej teorii zdarzenie miało miejsce w sierpniu 1944 r. i cała historia byłaby prosta i przejrzysta gdyby nie podstawowy fakt: dlaczego w Banicy znaleziono części samolotu z napisami Halifax II ??? Kwatera aliancka Cmentarza Rakowickiego w Krakowie kryje prochy wielu alianckich załóg lotniczych zestrzelonych w 1944 r nad Polską. Tam też znajdują się prochy załogi, która wg. błędnej ww teorii w nocy 16/17 VIII 1944 r. spadła nie w rejonie wsi Banica lecz w Olszynach. Wg. badań Tomasza Sikorskiego ekshumację załogi samolotu typu B – 24 Liberator EW - 275 R por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki przeprowadzono 9 X 1948 r. (mieszkaniec Gorlic Wiktor Mianowski podawał w swej relacji datę 1952 r.) przenosząc szczątki lotników z Olszyn na BCW w Krakowie. W Banicy ekshumację przeprowadzono w 1980 r. choć spotyka się też inną datę – ww lata tuż po wojnie. Zestrzelony tej nocy przez Olt. Gustava Francsi zrzutowy B – 24 Liberator z 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia wymieniany jest w literaturze jako maszyna nosząca oznaczenie: EV - 978 R, EW - 275 R lub MK. VI nr 275. Po analizie danych z okresu lotów nad Warszawę w okresie 9 VII – 5 VIII 1944 r. załoga por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki latała do Polski samolotem typu B – 24 Liberator EV - 978 R zaś od 12 VIII 1944 r. przesiadła się na maszynę z oznaczeniem EW – 275 R (charakterystycznym elementem zdobniczym samolotu GR - R o numerze EV - 978 był wymalowany ptak niosący w szponach bombę i trzymający przy oku lunetę – godło to zwano Nieciukiem od nazwiska mechanika z obsługi tej maszyny zaś samolotem tym do 8 VII 1944 r. latał kpt. pil. (F/Lt) Michał Goszczyński). Z danych z raportu dowódcy polskiej Eskadry mjr. naw. (W/C) Eugeniusza Arciuszkiewicza z 17 VIII 1944 r. wynika: „Melduję, że w nocy 16/17 VIII 1944 r. niżej wymieni członkowie załogi samolotu (Liberator) R EW - 275 nie powrócili z lotu operacyjnego specjalnego i uważani są za zaginionych” .

Podane zostały tutaj nazwiska lotników załogi por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki. Zrzutowy B – 24 Liberator EW - 275 R w sierpniu 1944 r. praktycznie co noc latał nad Polskę – 12/13 VIII, 13/14 VIII i 16/17 VIII - z tego ostatniego lotu maszyna nie powróciła do bazy w Campo Cassale. Teoria mówiąca, że z historią tej załogi związane są dwie miejscowości – Olszyny i Banica upadła nagle gdy przypadkowo w 1994 r. w ręce ww Tomasza Sikorskiego wpadła wspomniana tabliczka znamionowa z samolotu typu Handley Page Halifax Mk II. W Olszynach eksplodował B - 24 Liberator z załogą por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki zaś w Banicy eksplodował Handley Page Halifax z nieznaną z nazwisk polską załogą. Gdy w 1969 r. w Olszynach odsłonięto pomnik ku czci poległych tam lotników, na tablicy umieszczono jedynie pięć ww nazwisk (z czego trzy przekręcone) z siedmiu, gdyż tylu lotników poległo we wraku maszyny typu B – 24 Liberator EW - 275 R. Do dzisiaj na polu Państwa Bąków w Olszynach widnieje spore zagłębienie - ślad po eksplozji, zaś w gospodarstwie Eugeniusza i Aleksandra Bąków przechowywany jest płat blachy aluminiowej z poszycia ww maszyny z fabrycznym nadrukiem ALCLAD 24 ST AN-A 13. Mieszkańcy Olszyn pamiętający 1944 r. potwierdzili bez cienia wątpliwości że samolot spadł w Olszynach na polu Bąków i tutaj eksplodował – a dotychczasowa wersja mówiła że tutaj spadł na ziemię jeden silnik i pięciu lotników a płonący samolot poleciał dalej w stronę Banicy !!! Był to kolejny dowód że, w Banicy spadł nie ten a inny samolot. Poległych w Olszynach lotników pochowano w dwóch trumnach w jednej spoczęło ciało sierż. (Sgt) Bernarda Wichrowskiego, które znaleziono całe zaś w drugiej trumnie spoczęły porozrywane eksplozją maszyny resztki zwłok pozostałych sześciu lotników. B – 24 Liberator eksplodował przed upadkiem na ziemię i kadłub oraz skrzydła rozrzucone były w promieniu kilkuset metrów. Gdy do Olszyn przyszli żołnierze 16 pp AK furmanką Romana Karasia do bazy 16 pp AK pod Żurową przewieziono pozbieraną w rejonie katastrofy ocalałą broń i amunicję co potwierdzałoby wersję że załoga por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki nie odnalazła podwarszawskiego zrzutowiska i nie dokonawszy jednak dzikiego zrzutu w rejonie ul. Marszałkowskiej zawróciła do włoskiej bazy. Tomasz Sikorski dotarł do mieszkającego w Gorlicach Ludwika Duszy, żołnierza Batalionów Chłopskich (BCH) ps. Gałązka, który w czasie wojny był przewodniczącym Powiatowego Kierownictwa Ruchu Ludowego (PKRL) na powiat gorlicki zaś po jej zakończeniu pracował w Prezydium Rady Narodowej (PRN) w Gorlicach i w Powiatowej Komisji Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa (PKOPWiM). To m.in. z jego inicjatywy w Olszynach i Banicy postawiono w 1969 r. ww dwa lotnicze pomniki. Dla Ludwika Duszy było jasne, że w Olszynach spadł cały samolot a nie jego jeden silnik – jak mówiła stara teoria występująca w literaturze przedmiotu. Oto co mówiła o tym zdarzeniu relacja kpt. Eugeniusza Antoniego Borowskiego ps. Leliwa, dowódcy I batalionu 16 pp AK operującego w 1944 r. w tej części Beskidu Niskiego.

„W nocy z 17 na 18 sierpnia (błąd - chodzi o noc wcześniejszą 16/17 VIII - przyp. aut.) zostaliśmy zaalarmowani; okazało się, że prawie równolegle do pasma górskiego na którym siedzieliśmy, z zachodu na wschód leciał samolot na bardzo niskim pułapie oświetlając sobie teren. Samolot był uszkodzony, a ponadto płonął i wkrótce runął na ziemię w rejonie wsi Olszyny. Tej nocy jeszcze wysłałem patrole oficerskie, które ustaliły miejsce katastrofy, odnalazły zwłoki załogi, a następnie starały się wydostać ze szczątków samolotu broń, amunicję i wszelki sprzęt nadający się jeszcze do użytku. Był to polski samolot lecący ze zrzutem broni, przypuszczalnie dla walczącej Warszawy. Załogę - martwą - znaleziono w pobliżu miejsca katastrofy, przy czym zauważono, że niektórzy z jej członków jakby starali się przed śmiercią ostatnim odruchem świadomości odczołgać od płonącego samolotu - załoga bowiem była rozrzucona w promieniu kilkunastu metrów. Jeśli chodzi o broń i amunicję z tego samolotu to znajdowała się ona w fatalnym stanie i była powyginana i poniszczona tak że nie nadawała się kompletnie do użytku. Amunicja była zniekształcona i zwichrowana, kontenery były bowiem całkowicie zniekształcone, amunicja częściowo zdetonowana. Nasi rusznikarze z kilkunastu mniej uszkodzonych „Stenów” (brytyjski pistolet maszynowy - przyp. aut.) zdołali zrobić kilka dobrych. Wzięliśmy, też parę tysięcy amunicji do „Stenów”, amunicja ta wprawdzie mniej uszkodzona dawała jednak często zacięcia. Nasi rusznikarze wymontowali także z samolotu najcięższy karabin maszynowy względnie działko szybkostrzelne o kalibrze około 20 mm, nie było jednak do niego amunicji stąd wniosek, ze samolot przed katastrofą stoczył walkę i bronił się. Zdołano zabrać też część nadpalonej bielizny i sortów mundurowych, z których nasze sanitariuszki poszyły nam przeważnie furażerki, ponieważ nie udało się, tych resztek wykorzystać inaczej” .

Autor tej relacji wspomina dalej o rzekomym uratowaniu się jednego z lotników – Jana Zawady (??? – lotnik o tym nazwisku nie występuje w składzie załogi por. naw. Tadeusza Jencki) i jego przejściu do II plutonu 3 kompanii Regina II 16 pp AK. Ponadto d-ca wymienionego II plutonu por. Zdzisław Bossowski ps. Kajetan nie meldował swym przełożonym o przyjęciu do swego oddziału uratowanego lotnika !!! KKSL w piśmie do Prezydium Rady Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa (PROPWiM) w Warszawie z czerwca 1979 r. stwierdzał że:
„Ludność miejscowa zrzut potraktowała jako upadek samolotu ... Partyzanci pochowali tylko pięciu lotników na cmentarzu w miejscowości Olszyny, zabrali całość zrzutu oraz zabezpieczyli teren przed penetracją okupanta... uszkodzony samolot z pozostałymi na pokładzie dwoma lotnikami spadł 30 km od miejsca śmierci pięciu członków załogi w miejscowości Banica” .

Z uporem broniono i broni się do dziś – vide literatura przedmiotu - tezy o dwóch miejscach katastrofy załogi samolotu typu B – 24 Liberator EW - 275 R - w Olszynach i Banicy. Wszystkie przytoczone dotąd dowody mówią jednak, że samolot eksplodował w Olszynach a nie w Banicy !!! Na łamach prasy lotniczej w 1998 r. polemikę z Tomaszem Sikorskim podjął Jacek Popiel broniąc ww pierwotnej hipotezy. W 1944 r. jako żołnierz pocztu dowódcy I batalionu 16 pp AK kpt. Eugeniusza Antoniego Borowskiego - Leliwy wysłany był do Olszyn w składzie drugiego i trzeciego patrolu kpr. Tadeusza Makary ps. Majewski. Po wojnie pracując w lotnictwie, stwierdził wbrew przytoczonym relacjom mieszkańców Olszyn że:
• w Olszynach nie było niczego co by świadczyło, że rozbił się tam cały samolot !!!

• gdyby tak było, w miejscu katastrofy powinny się znajdować wszystkie cztery silniki i podwozie a niczego takiego tam nie dostrzegł

• samolot zakręcił nad łąką Bąków, tutaj odpadł odstrzelony silnik i wyskoczyli lotnicy na których spadły zasobniki z bronią, która ich zmasakrowała. Gdyby samolot nie wykonał okrążenia silnik, blachy i zasobniki oraz ludzie byliby rozrzuceni wzdłuż trasy lotu samolotu na długości 1 – 2 km a nie na jednej łące i w jej pobliżu • gdyby w Olszynach palił się samolot z kilkoma tonami paliwa w zbiornikach, to wszystko uległo by spaleniu a przecież zebrano umundurowanie i jeden spadochron .

Wg. Jacka Popiela płonący, z trzema pracującymi silnikami samolot typu B – 24 Liberator zdecydowanie mógł przekroczyć wysokość 612 - 707 m n. p. m. lecąc na wysokości 30 - 50 m i wznieść się od razu na ok. 300 m. Znalezienie w Banicy części samolotu typu Handley Page Halifax komentował, iż Halifaxa Mk. II o numerach z tabliczki znamionowej DE ... 448 w 1586 Eskadrze Specjalnego Przeznaczenia nie było, zaś mógł to być Halifax z jakiegoś innego alianckiego Dywizjonu nie latającego z zrzutami do Polski ale na bombardowania celów strategicznych !!! Jednakże w wykazie utraconych nad polską w 1944 r. samolotów przez brytyjskie Bomber Command nie figuruje żaden samolot ww typu zestrzelony nad południową Polską, a ponadto w tym rejonie Europy operowało jedynie lotnictwo bombowe USA (15 USAAF) !!!

Świadkowie z Banicy widzieli ponadto zwłoki lotnika z napisem Poland na mundurze !!! Więc ...? Historyk lotnictwa Wojtek Matusiak odpowiadając na tezy Jacka Popiela ustosunkował się do nich w sposób następujący:
• Świadkowie w swych relacjach mówią wyraźnie, iż B - 24 Liberator eksplodował przed upadkiem na ziemię więc eksplozja mogła spowodować rozrzucenie szczątków samolotu na ogromnej powierzchni. Jeśli bezpośrednią przyczyną zniszczenia samolotu był wybuch a nie pożar to nie dziwi, że mogły ocaleć uszkodzone fragmenty umundurowania a brak było większych części samolotu.

• Kto i po co miałby wyrzucać zasobniki skoro ludzie wcześniej wyskoczyli z samolotu? Jakie jest prawdopodobieństwo, że pięciu lotników na spadochronach zostanie zmasakrowanych spadającymi zasobnikami. W ogóle bardzo mało prawdopodobne jest odpadnięcie od samolotu silnika, uzbrojenia lotek i klap ze skrzydeł. Czym innym jest trafienie w te elementy samolotu a czym innym odstrzelenie ich bez naruszenia integralności całego samolotu, tak że jest on w stanie kontynuować lot .

Tomasz Sikorski dotarł w Olszynach do Księgi Zmarłych z tamtejszej parafii gdzie pod datami 17 - 19 VIII 1944 r. widniały tylko te nazwiska, które wg. d - cy I batalionu 16 pp. kpt. Eugeniusza Antoniego Borowskiego - Leliwy można było ustalić na podstawie ocalałych przedmiotów np. nieśmiertelnik czy dokumenty osobiste. Wspomniany Ludwik Dusza w latach 1967 - 1980 próbował poprzez urzędowe pisma ustalić nazwiska lotników, którzy polegli w Banicy lecz pomimo dowodzenia przez niego, że w Banicy leży inna załoga niż w Olszynach w 1973 r. otrzymał list od por. (W/O) Józefa Zubrzyckiego z KKSL, w którym stwierdzał on że:
„Dalsze zbieranie informacji od świadków już nic by nie wniosło, tylko doprowadzenie do ekshumacji. Pana relacje są super i wystarczająco motywowane, a nasze spojrzenie od strony braków dało odmienne stanowisko” .

W 1979 r. nikt nie mógł przypuszczać, że w 1994 r. znaleziona zostanie tabliczka znamionowa samolotu typu Handley Page Halifax w Banicy. Dlaczego na pomniku w Olszynach są nazwiska z błędami? Ludwik Dusza 15 VIII 1965 r. otrzymał w pisemnej relacji od Stanisława Rąpały z Olszyn, który wraz z żołnierzami AK brał udział w wydobywaniu zwłok lotników z wraku samolotu – pięć nazwisk. Lecz w relacji nastąpiło przekręcenie części nazwisk poległych i takie brzmienie znalazło się na pomniku i znajduje się do dziś. W archiwum domowym Ludwika Duszy Tomasz Sikorski znalazł relację o katastrofie w Banicy spisaną w 1967 r., której autorem był Stefan Radzik potwierdzającą, że załoga maszyny była polska:
„Samolot spadł dziobem na dno potoku. Uderzenie było tak silne, że dziób i cała kabina wydarte zostały z dna potoku i rzucone na brzeg. Na skrzydle odczytałem kilka numerów i napis „Halifax” (wątpliwe by napis ten znajdował się na skrzydle, bardziej prawdopodobne, że świadek pomylił część samolotu gdzie widział napis - przyp. aut.). Zauważyliśmy poszarpane ciała załogi, które były wymieszane z żelastwem. W odległości ok. 200 m na trawie leżały zwłoki lotnika średniego wzrostu. Lotnik miał na rękawie napis „Poland”. Pod nim leżały szczątki spadochronu. Dowiedziałem się, że hitlerowcy zarządzili aby ciała zabitych zostały zakopane na miejscu wypadku. Po wyzwoleniu zgłosiłem o tym władzom i na wiosnę 1945 r. (4 III 1945 r. ?, w 1946 r. ?) dokonana została ekshumacja zwłok. Już jako pracownik Zarządu Gminnego w Gładyszowie brałem w niej udział. Ekshumacji dokonał dr Karol Wołęga, były lekarz powiatowy. Zarząd gminy dał zrobić dwie trumny. Do jednej włożono zwłoki lotnika, który wyskoczył z samolotu i spadł na łąkę, do drugiej - resztki zwłok ok. sześciu lotników. Pogrzeb odbył się w Krzywej” . W kwietniu 1999 r. jeden z mieszkańców Gładyszowa dodał:
„Samolot leciał nisko nad lasem od strony Słowacji i był atakowany przez niemiecki samolot, który go zapalił pociskami smugowymi. Samolot skręcił w stronę Banicy i tam spadł w płomieniach. Było to w nocy z soboty na niedzielę. Następnego dnia pobiegłem do Banicy i ujrzałem ciało lotnika bez munduru kilkaset metrów od wraku, który palił się cały czas w potoku. W szczątkach kadłuba widziałem części spalonego człowieka. Niemcy którzy przybyli na miejsce byli bardzo dumni z tego, że zestrzelili ten samolot” . Wiktor Mianowski wniósł do tej historii kolejną relację, której autorem był sołtys wsi Żdynia Piotr Czuchta:
„To było chyba w sierpniu , a na pewno w sobotę. Miałem wtedy 10 lat , mieszkałem w Żdyni. Od strony Bardejova, od Słowacji nadciągnął z dymiącą smugą samolot. Na naszych łąkach pasłem krowy, a pod lasem została zrzucona radiostacja owinięta w brezent. Wziąłem ją do domu, dość długo była u nas, ale z obawy pozbyliśmy się jej nie chcąc się narażać. Po zrzuceniu radiostacji samolot przeleciał nad lasem w kierunku Banicy, i po chwili rozległ się huk. Do Banicy poszliśmy na drugi dzień, a była to na pewno niedziela, były tam spalone szczątki samolotu i ludzi. Zwłoki dwóch mężczyzn i kobiety (???), miała długie włosy (w załodze nie było kobiety - przyp. aut.). Wcześniej jakieś 200 m od wypadku, wyskoczył z samolotu jeden pilot ale się zabił. Samolot rozbił się koło rzeczki w terenie grząskim, na pewno są w bagiennym miejscu pozostałości po rozbitym samolocie. Obok zwłok były dokumenty, rzeczy osobiste, część z nich miał Bybel z Banicy, on by też powiedział coś więcej, był na zachodzie (chodzi o przenośnię co do wywózek mieszkańców regionu w ramach Akcji Wisła w 1947 r. – przyp. aut.), nie wiem czy żyje” . Relacje zebrane przez Ludwika Duszę, Tomasza Sikorskiego i Wiktora Mianowskiego wyraźnie dowodzą, że w 1944 r. w rejonie Gorlic miała miejsce obok katastrofy w Olszynach jeszcze jedna katastrofa lotnicza i nie należy jej mieszać z zestrzelonym samolotem typu B – 24 Liberator w Olszynach gdyż bieżące dowody mówią wyraźnie: • w Banicy spadł samolot typu Handley Page Halifax z polską załogą !!!

KKSL uparcie bronił jednak wersji iż Olszyny i Banica to ta sama historia i aby rozstrzygnąć tą sprawę zarządzono by na cmentarzu w Krzywej odbyła się ekshumacja. Jednak nie zamierzano dowodzić tożsamości lotników zaś autorytatywnie stwierdzono, że na tamtejszym cmentarzu spoczywają dwaj pozostali lotnicy z załogi samolotu typu B – 24 Liberator z Olszyn !!! Ekshumacja odbyła się 28 III 1980 r. w obecności ośmioosobowej komisji z udziałem m.in. por. (W/O) Józefa Zubrzyckiego. W ekshumacji nie uczestniczył Ludwik Dusza. Na cmentarzu szczątki lotników po zestrzeleniu złożono w dwóch trumnach zaś otworzono ... jedną.

„W grobie mogile znajdowała się jedna trumna. W trumnie resztki kośćca: dwie kości udowe, jedna piszczelowa złamana, kości miednicy zgniecione i drobne kości obojczyka prawego oraz kości potyliczne. W miejscu klatki piersiowej znaleziono dwa guziki białe z masy perłowej od bielizny. Brak części metalowych, mundurowych i obuwia” - tak brzmiał zapis w protokole komisji ekshumacyjnej . W mogile nie znaleziono żadnych identyfikatorów. W innym piśmie stwierdzono, że zaobserwowane obrażenia świadczą o ciężkim wypadku lotniczym! Ekshumowane szczątki które uznano za szczątki kpt. pil. (F/Lt) Zygmunta Pluty i plut. (Sgt) Jana Mareckiego i pochowano z honorami na BCW w Krakowie we wspólnym grobie (nr 9, działka 1, rząd A). W świetle dowodów wcześniej przytoczonych cała załoga por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki zginęła we wraku w Olszynach i ekshumowana była 9 X 1948 r. !!! W takim razie w przypadku ekshumacji w Banicy z 1980 r. popełniono ewidentną pomyłkę. Ekshumowano członków załogi samolotu typu handley Page Halifax o nieznanym numerze. Wg. relacji Jacka Popiela samolot, który spadł w Banicy miał trzy silniki, stąd może się brać hipoteza mówiąca o odstrzelonym wcześniej jednym silniku. Podawał on też, że wrak samolotu Niemcy przeciągnęli po kilku dniach do Gładyszowa czego z kolei nie potwierdzają świadkowie z Banicy i Gładyszowa z którymi rozmawiałem a zgodnie stwierdzali: „Wrak palił się jeszcze kilka dni. W końcu został w potoku a co się dało z metalu to rozebrali okoliczni ludzie” .

Tragedia we wsi Banica wydarzyła się w nocy z soboty na niedzielę i to może być pewnego rodzaju wskazówka. Tomasz Sikorski, który udowodnił błędność tezy o rozbiciu w Banicy samolotu typu B – 24 Liberator EW - 275 R ustalił, że w nocy z soboty na niedzielę nad Polską w lecie 1944 r. zestrzelono następujące samoloty typu Handley Page Halifax z polskimi załogami:
• JN - 895 B kpt. naw. (F/Lt) Włodzimierza Augustyna strącony w nocy 26/27 VIII 1944 r.
• JD - 362 E ppor. naw. ((P/O) Stefana Kleniewskiego strącony w nocy 26/27 VIII 1944 r.
natomiast w nocy z niedzieli na poniedziałek: • DP - 180 A ppor. naw. (F/O) Michała Baworowskiego strącony w nocy 1/2 IX 1944 r.
• JP - 288 G ppor. naw. (F/O) Tadeusza Lacha strącony w nocy 10/11 IX 1944 r.
• JP - 495 P kpt. naw. (F/Lt) Franciszka Omylaka, który zaginął w nocy 27/28 VIII 1944 r. … prawdopodobnie nad Adriatykiem . Ww autorzy opracowań oraz badacze tego tematu są zgodni, że miejsca spoczynku zestrzelenia czterech pierwszych załóg maszyn są znane i obejmują one tereny Węgier. Natomiast nic nie wiadomo na temat szczegółów ostatniego lotu maszyny Halifax JP - 495 P kpt. naw. (F/Lt) Franciszka Omylaka, którego załoga po starcie z bazy w Campo Cassale nie nawiązała radiowego kontaktu z bazą. Data września 1944 r. na pomniku w Banicy sugeruje, że mogą to być zestrzelone samoloty typu Handley Page Halifax DP - 180 P lub JP - 288 G, lecz w statystykach strat polskiej Eskadry tylko w załoga jako jedyna widnieje bez udokumentowanego miejsca katastrofy. A zatem załoga Halifaxa JP - 495 P zginęła nie w falach Adriatyku a w górach Beskidu Niskiego w Banicy – ww Piotr Syrociak świadek tego zdarzenia wspominał o nocy z soboty na niedzielę jako o nocy upadku samolotu w rejonie wsi Krzywa i Banica i potwierdzał, iż obok wraku maszyny leżał poległy lotnik w mundurze z napisem Poland !!! Gdyby zachowały się dokładniejsze dane – np. pełen numer na tabliczce znamionowej lub elementy identyfikacyjne w drugim grobie na cmentarzu w Krzywej można by było odpowiedzieć precyzyjnie na wszystkie pytania. We wrześniu 2006 r. grupa eksploracyjna kierowana przez dr Krzysztofa Wielgusa z Politechniki Krakowskiej dokonała prac terenowych w rejonie wsi Olszyny i Banica. Znalezione w Olszynach szczątki konstrukcji samolotu (min. goleń koła przedniego podwozia) niezbicie dowiodły, że była to maszyna typu B – 24 Liberator !!! Natomiast znalezione pomiędzy wsiami Krzywa i Banica szczątki samolotu typu Handley Page Halifax przekazano do Muzeum Royal Air Force w pod londyńskim Hendon celem ich identyfikacji. W najnowszym, poprawionym i uzupełnionym II wydaniu książki Kajetana Bienieckiego z 2005 r. ... zapis o wydarzeniu z Olszyn i Banicy brzmi: „Liberator eksplodował o godz. 02. 19 35 km dalej koło wsi Banica nad granicą czechosłowacką. Poległ wtedy pilot i mechanik pokładowy [kpt. pil. (F/Lt) Zygmunt Pluta i plut. (Sgt) Jan Marecki]”.

Zatem nihil novi … Warto do tych poprawek i uzupełnień dodać jeszcze jeden szczegół – od 1993 r. graniczymy nie z Czechosłowacją lecz z Czechami i Słowacją. Ponownie - nihil novi – zatem w literaturze przedmiotu pomimo niezbitych dowódów na błędność wcześniejszej tezy wrócono do niej !!! A kto zestrzelił nad Banicą samolot z polską załogą ? Badający zestrzelania maszyn alianckich na terenie Małopolski w 1944 r. Szymon Serwatka ustalił, że w nocy 28/29 VIII 1944 r. o godz. 02. 33 w kwadracie mapy wskazującym na tą część Małopolski gdzie leży Banica Ofw. Duding z NJG. 100 pilotując samolot typu Junkers Ju – 88 zameldował zestrzelenie czteromotorowej maszyny alianckiej. Występuje tu co prawda przesunięcie o dobę daty zdarzenia co można tłumaczyć błędem sztabowym, ale jest to jedyny zapis z tego rejonu, potwierdzony słowami ww cytowanych świadków: „Samolot leciał nisko nad lasem od strony Słowacji i był atakowany przez niemiecki samolot, który go zapalił pociskami smugowymi. Samolot skręcił w stronę Banicy i tam spadł w płomieniach” . A zatem rejon walki to linia granicy państwowej – myśliwiec zaatakował samolot w czasie lotu powrotnego do bazy a ten starając się zgubić prześladowcę zawrocił z rejonu Bardejova na Słowacji w stronę Polski gdzie został dobity. Po 13 latach badań, wyłonił się w miarę czytelny obraz zdarzenia. Relacje świadków oraz dokumenty i badania w terenie wyraźnie dowiodły, że latem 1944 r. w rejonie Gorlic miały miejsce dwie tragedie lotnicze a zestrzelenia samolotu typu Handley Page Halifax w rejonie wsi Banica - Krzywa nie należy mieszać z zestrzeleniem samolotu typu B – 24 Liberator w Olszynach. W mogile na cmentarzu w Krzywej nie znaleziono żadnych identyfikatorów pozwalających na precyzyjne określenie personaliów lotników a ekshumowane szczątki ludzkie, które uznano za szczątki kpt. pil. (F/Lt) Zygmunta Pluty i plut. (Sgt) Jana Mareckiego - w świetle przytoczonych dowodów nimi nie są. Cała załoga por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki zginęła we wraku maszyny typu B – 24 Liberator EW – 275 R w Olszynach i ekshumowana została w 1948 r. W takim razie w przypadku ekshumacji w Banicy z 1980 r. popełniono ewidentną pomyłkę. Ekshumowano członków załogi maszyny typu Handley Page Halifax opisując je jako doczesne szczątki załogi maszyny typu B – 24 Liberator EW – 275 R z Olszyn. Po przewertowaniu archiwaliów i sterty literatury lotniczej, po zebraniu szeregu dowodów przez Tomasza Sikorskiego, któremu serdecznie dziękuję za pomoc można pokusić się o następujące wnioski :
• W Olszynach na północ od Gorlic leży wrak samolotu typu B – 24 Liberator EW - 275 R por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki
• W Banicy na południe od Gorlic leży wrak samolotu typu Handley Page Halifax – prawdopodobnie kpt. naw. (F/Lt) Franciszka Omylaka
• Są to dwie osobne historie i błędem było i jest nadal łączenie ich w całość.
Na Cmentarzu Rakowickim w kwaterze alianckiej - BCW - w Krakowie po ekshumacji w Olszynach spoczywają lotnicy z załogi samolotu typu B – 24 Liberator EW - 275 R por. naw. (F/O) Tadeusza Jencki - kpt. pil. (F/Lt) Zygmunt Pluta, sierż. pil. (W/O) Brunon Malejka, plut. (F/S) Bernard Wichrowski, kpr. (F/Sgt) Jan Florkowski, kpr. (F/Sgt) Józef Dudziak i (Sgt) plut. Jan Marecki.
• w 1980 r. po ekshumacji na cmentarzu w Krzywej przeniesiono na Cmentarz Rakowicki – BCW Kraków - zwłoki lotnika lub lotników z drugiej polskiej załogi zestrzelonej nad Banicą
• Nad Banicą zestrzelono samolot typu Handley Page Halifax JP - 295 P a większość lotników z jego załogi spoczywa w bezimiennej mogile w Krzywej.
• Załogę zaginionego samolot typu Handley Page Halifax JP - 295 P stanowili: kpt. naw. (F/Lt) Franciszek Omylak, ppor. pil. (P/O) Kazimierz Widacki, ppor. bomb. Konstanty Dunin – Horkawicz (P/O), sierż. radio. (Sgt) Jan Ozga, sierż. mech. (Sgt) Wilhelm Balcarek, sierż. strz. (Sgt) Józef Skorczyk i ppor. strz. (P/O) Tadeusz Mroczko .