|Plutonowy pilot Izydor Jan Konderak - nr służbowy 782574||Major nawigator Stanisław Ateński - nr służbowy P-1147||Ppłk. pilot Zygmunt Popławski - nr służbowy P-1528 ||Kpt.pilot Mieczysław Medwecki - zginął 1 września 1939 r.||Ppor. strz. pokł. Józef Zubrzycki - nr. sł. 792485||Płk pilot Bohdan Jan Ejbich - nr. sł. P - 0922||Kapral strzelec Janusz Dudziak nr sł. 704196|

Kapral strzelec Janusz Dudziak nr sł. 704196

Janusz Dudziak syn Jakuba i Heleny z d. Kurasiewicz, urodził się 3 grudnia 1917 r. w Jarosławiu. Miał sześcioro rodzeństwa. Najstarsza Paulina (1909), Władysław (1910), Maria, Tadeusz, Janusz (1917) Leopold i Stefan (1921). Tam w 1932 r. ukończył siedmioklasową szkołę powszechną, a w 1937 r. trzecią klasę gimnazjum zawodowo – rzemieślniczego. Następnie rozpoczął pracę jako czeladnik - malarz szyldów i dekorator. W 1938 r. komisja poborowa Komendy Rejonu Uzupełnień Jarosław orzekła, że jest zdolny do służby wojskowej i przyznała mu kategorię zdrowia „A". Kilka miesięcy później został powołany do odbycia zasadniczej służby wojskowej, którą rozpoczął 23 września 1938 r. w 3 Pułku Piechoty Legionów. w Jarosławiu. Po okresie unitarnym 11 listopada 1938 r. został uroczyście zaprzysiężony wraz z nowo wcielonymi rekrutami.

Wziął udział w kampanii polskiej 1939 r. Niestety, z powodu braku źródeł i relacji nie jest możliwe szczegółowe odtworzenie jego służby we wrześniu tr. W sporządzonej w 1942 r. już w Wielkiej Brytanii karcie ewidencyjnej, w rubryce „Pobyt na froncie, udział w bitwach", podano jedynie, że w 1939 r. od 1 do 16 września był strzelcem w 3. pp Leg. A w innej karcie z tego okresu w tej samej rubryce odnotowano: „Od 12 IX [19]39 r. w 3. pp Przemyśl-Twierdza". W związku z tymi zapisami pojawia się pewna sprzeczność, ponieważ we wrześniu 1939 r. jarosławski 3. pp Leg. wraz ze swoją 2. DP Leg. walczył w składzie Armii „Łódź". Pierwszy poważniejszy bój 3. pp Leg. stoczył 5 września w rejonie Zygmuntów - Beleń, gdzie nacierał z lasu Murzynek. Przed zmierzchem II batalion doszedł do Zygmuntowa, nawiązał styczność z nieprzyjacielem, ale otrzymał rozkaz przerwania akcji. Kilka dni później, w nocnym natarciu (11/12 września) uderzył i zajął Wawrzyszew, a 12 września nacierał z rejonu Witek na Pogroszew, gdzie rozbił obronę nieprzyjaciela i zajął tam dwór. Otrzymano wówczas rozkaz przerwania akcji i marszu do Modlina, do którego batalion dotarł 19 września. Poniesiono przy tym ciężkie straty, szczególnie w III batalionie. Następnie 3. pp Leg. brał udział w obronie twierdzy Modlin aż do kapitulacji 29 września 1939 r.

Wszelako, jak zaznaczono wyżej, szer. Janusz Dudziak w kampanii polskiej miał brać udział w szeregach 3. pp Leg. do 16 września. Znaczyłoby to, że jeśli rzeczywiście walczył w składzie 3. pp Leg., to musiał w jakichś niewyjaśnionych okolicznościach odłączyć się od pułku, np. po walkach pod Pogryszewem, ale przed osiągnięciem przez pułk Modlina. Wykluczałoby to jednak jego udział w obronie Przemyśla, która trwała od 11 września do nocy z 14 na 15 września, kiedy oddziały obrony Przemyśla, wykonawszy powierzone im zadanie osłonowe, wycofały się w kierunku Mościsk.

Wydaje się zatem, że szer. Dudziak nie uczestniczył w działaniach właściwego 3. pp Leg. walczącego w składzie Armii „Łódź", a później w obronie Modlina, lecz trafił do batalionu marszowego 3. pp Leg., formowanego z chwilą wyjazdu zmobilizowanego pułku na front. Jedynie w ten sposób można wytłumaczyć jego pojawienie się w Przemyślu. Batalion marszo-wy 3. pp Leg. pod dowództwem por. rez. Franciszka Górskiego wchodził w skład Ośrodka Zapasowego 2. DP Leg. Jak większość wrześniowych „marszówek", nie wypełnił swego pierwotnego przeznaczenia, czyli uzupełnienia macierzystego pułku. Od 9 września w składzie kombinowanej grupy „Jarosław" ppłk. Jana Wójcika ubezpieczał brody na Sanie w okolicy Jarosławia oraz zajął stanowiska obronne na wschód od Jarosławia. 11 września, po kilkugodzinnej walce, oddziały niemieckiej piechoty zmotoryzowanej z 2. DPanc, tracąc kilka maszyn, sforsowały San w bród i na łodziach. Spowodowało to odwrót polskich oddziałów i ich częściowe rozproszenie. Jakkolwiek większość batalionu marszowego 3. pp Leg. odeszła w kierunku północno-wschodnim na Radawę, to jego 3. kompania została rozproszona na północ od Radymna. Być może właśnie w tej kompanii służył Janusz Dudziak i stąd przedostał się do nieodległego Przemyśla, by już nazajutrz dołączyć do któregoś oddziału i uczestniczyć w obronie miasta. Choć rozumowanie takie wydaje się uzasadnione, to z braku jakichkolwiek źródeł czy relacji jest hipotetyczne. Jednakże tylko w ten sposób można pogodzić – na pierwszy rzut oka wykluczające się - informacje zawarte w jego aktach personalnych (tj. walki w 3. pp Leg. i w Przemyślu).
Po zakończeniu działań wojennych uniknął niewoli i wrócił do domu. Pierwsze wojenne święta Bożego Narodzenia spędził z rodzicami, rodzeństwem (brakowało brata Władysława oddzielonego granicznym kordonem i pozostającego pod okupacją sowiecką w Stanisławowie) i siostrzeńcami. Wówczas, podczas wigilii, zdarzył się niecodzienny wypadek. Gdy rodzina zasiadała do skromnej kolacji, ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że był to zmarznięty niemiecki żołnierz, katolik, strzegący przebiegającej nieopodal nowo utworzonej niemiecko-sowieckiej granicy na Sanie. Jakub Dudziak zaprosił go do stołu. W następnych latach podobna scena byłaby trudna do zaakceptowania, ale w 1939 r. podobne historie jeszcze się zdarzały.

Według rodzinnego przekazu Janusz, za namową szwagra Władysława Andrzejewskiego, miał się wkrótce zająć drobnym przemytem i przez niemiecko- sowiecką granicę na Sanie przemycać kamienie do zapalniczek, sacharynę, radioodbiornik. W niewyjaśnionych okolicznościach, zapewne podczas takiej wyprawy (pierwszej lub którejś z rzędu), został aresztowany 18 stycznia 1940 r. w Przemyślu przez Oddział Wojsk Pogranicznych NKWD (Pogranicznyj Otriad). Więziony był najpierw w Przemyślu, następnie w więzieniu we Lwowie i Połtawie. Wyrokiem Kolegium Specjalnego NKWD (Osoboje sowieszczanije) z 5 sierpnia 1940 r. został skazany z art. 80 na trzy lata poprawczego obozu pracy (isprawitielno-trudowoj łagier) Siewpieczłag w Peczorze na północy ZSRR.

Na marginesie należy dodać, że ofiarą Sowietów padł również najmłodszy brat Władysława i Janusza - Stefan Dudziak (ur. 1921), który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach na przełomie 1939 i 1940 r. Najprawdopodobniej tak jak Janusz (może razem?) uprawiał drobny przemyt przez granicę sowiecko-niemiecką na Sanie. W trakcie którejś z takich wypraw został albo zastrzelony, albo aresztowany i deportowany w głąb Związku Sowieckiego, dołączając do listy tysięcy przepadłych bez wieści Polaków.

Tymczasem Januszowi Dudziakowi udało się dotrzeć do formującego się w Związku Sowieckim Wojska Polskiego i 23 września 1941 r. został wcielony do 21. pp. W połowie stycznia 1942 r., w ramach zmiany dyslokacji Armii Polskiej w ZSRR, oddziały Ośrodka Organizacyjnego Armii zostały przeniesione do miasta Guzar w Uzbekistanie. Wkrótce, gdy pojawiła się możliwość ochotniczego wstąpienia do lotnictwa w Wielkiej Brytanii, szer. Dudziak zgłosił swój akces i został zakwalifikowany do ewakuacji. Pierwszy etap podróży z ZSRR do Ośrodka Zapasowego PSZ na Środkowym Wschodzie w Palestynie trwał od 28 marca do 30 maja 1942 r. Droga z Guzaru wiodła koleją do Krasnowodska nad Morzem Kaspijskim, następnie statkami do Pahlevi w Persji, później transportami kołowymi. W czasie gdy Janusz Dudziak zbliżał się do Palestyny, do Ośrodka Zapasowego Armii Polskiej w ZSRR w Guzarze dotarł Władysław Dudziak, o czym była już mowa. Bracia minęli się w drodze, o czym naturalnie wówczas jeszcze nie wiedzieli.

8 czerwca 1942 r. Janusz Dudziak stanął przed komisją wojskową, która przyznała mu kategorię „A" z przeznaczeniem do lotnictwa. W zachowanych aktach personalnych Janusza Dudziaka nie ma informacji o tym, jak przebiegała dalsza jego podróż. Odnotowano tam tylko, że był w 2. kompanii transportowej oraz że 17 sierpnia 1942 r. przybył do Wielkiej Brytanii i został przydzielony do Obozu Rozdzielczego Komendy Uzupełnień nr l. Jednakże dzięki innym źródłom możemy szczegółowo odtworzyć tę egzotyczną i pełną wrażeń, ale równocześnie bardzo ryzykowną podróż. Kluczowe jest tu sprawozdanie dowódcy 3. batalionu 3. DSK ppłk. Józefa Sokola, komendanta transportu, złożone 19 sierpnia 1942 r. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Londynie. Ponieważ jest to szczególne świadectwo, nadto w przedstawionych wydarzeniach bezpośrednio uczestniczył nasz bohater, warto przedstawić jego szersze fragmenty. W dokumencie tym ppłk Sokol pisał m.in.: „21 czerwca br. został w obozie Eł-Cassa-Palestyna [...] sformowany oddział w składzie 7 oficerów i 293 szeregowych. Oddział ten organizacyjnie ująłem w 2 kompanie strzeleckie, przy czym 1 kompania składała się wyłącznie z szeregowych przybyłych z ZSRR, w 2 kompanii oprócz ludzi przybyłych z ZSRR [to właśnie w niej był Janusz Dudziak -J.K.] było 50 szeregowych, z b. Brygady Strzelców Karpackich, ochotników do lotnictwa, spadochroniarzy i marynarzy. [...] Do portu w Suezie (przez Kantarę) przybyliśmy 22 VI br. o godz. 14.00. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że oddział przeznaczony jest do eskorty jeńców niemieckich. Dnia 26 VI [powinno być 23 - J.K.] br. o godz. 14.00 oddział został dowieziony na statek »Queen Mary«, na który było już załadowanych 1400 jeńców niemieckich [...]. Statek ruszył 23 VI o godz. 18.00. Opiekę nad jeńcami sprawowało 5 oficerów angielskich: a to ppłk Norton, trzech majorów, jeden kapitan i jeden podporucznik. Od ppłk. Nortona otrzymałem rozkaz objęcia służby przy jeńcach na cały czas transportu, do czasu oddania ich w jednym z portów amerykańskich. [...] Ustosunkowanie się oficerów angielskich do jeńców było więcej jak przyjacielskie, a w każdym razie lepsze niż do nas. Zycie jeńców na statku było wprost cudowne, wyżywienie to samo, co wszystkich innych na statku. Wszelkie wykroczenia jeńców, [...] rozwieszanie, względnie malowanie swastyk we wszystkich kabinach [...] uchodziło im bezkarnie. Nadmieniam, że ani jednego wypadku złego czy też niewłaściwego lub złośliwego traktowania jeńców przez nas nie było". W dalszej części sprawozdania ppłk Sokol pisał, że do Kapsztadu dopłynęli 5 lipca, skąd po dwudniowym postoju popłynęli dalej, by 16 lipca zawinąć na jeden dzień do Rio de Janeiro. Gdy ruszyli w dalszą podróż, w nocy przez iluminatory uciekło dwóch Niemców, przy czym jednego wyłowiono od razu, a drugiego po przepłynięciu przez niego 5 km schwytała na brzegu brazylijska policja i odstawiła na statek. Warto dodać, że postawa Niemców zaimponowała Polakom, co podczas rejsu odnotował jeden z byłych żołnierzy Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, ochotnik do lotnictwa, żołnierz tej samej co Dudziak 2. kompanii - Jerzy Główczewski. „Od tej chwili - pisał dalej ppłk Józef Sokol - ppłk Norton zgodził się na moje zarządzenia porządkowe w stosunku do jeńców. [...] 27 VII br. godz.8.00 dojechaliśmy do portu New York.[...] Przybycie oddziału polskiego do N.Y. rozeszło się błyskawicznie wśród Polonii amerykańskiej i zaczęły się formalne pielgrzymki [...]. Nie jestem w stanie opisać entuzjazmu Polonii, gdyż były sceny rozczulające i miało miejsce sporo wypadków spotkania bliskich krewnych żołnierzy". Potwierdzeniem tych słów był przypadek naszego bohatera.

W dniu przybycia do Stanów Zjednoczonych zamieścił w nowojorskim „Nowym Świecie" anons, że poszukuje ciotki Józefy Borowskiej (z d. Dudziak - bliskiej krewnej jego ojca, która wyemigrowała do Stanów jeszcze przed I wojną światową). Już nazajutrz był gościem Borowskich w Wallington (New Jersey). Razem spędzili kilka niezapomnianych dni. W tym czasie w Nowym Jorku wszyscy polscy żołnierze przeżyli wspaniałe dwa tygodnie, po czym 6 sierpnia odpłynęli w konwoju na pokładzie angielskiego statku „Andes" do Liverpoolu. Dotarli tam szczęśliwie 17 sierpnia 1942 r. „Ze stanu oddziału nikt nie ubył, a więc przybyło 7 oficerów i 293 szeregowych", podsumował swój raport ppłk Sokol. Wkrótce po przybyciu do Wielkiej Brytanii szer. Dudziak został 4 września 1942 r. przeniesiony z wojsk lądowych do lotnictwa i przydzielony do Dyonu Administracyjnego w Blackpool (Komenda Uzupełnień nr 2), skąd 26 września odszedł do Polskiej Szkoły Wyszkolenia Technicznego w Halton. Od 21 listopada do 22 grudnia 1942 r. przebywał na kursie strzelców pokładowych w 8 Air Gunner School w Evanton, który ukończył z wynikiem pomyślnym.

Następnie został odkomenderowany do Ośrodka Zapasowego Lotnictwa w Blackpool, gdzie 10 stycznia 1943 r. został awansowany do stopnia starszego szeregowca.

Następnym etapem w przygotowaniu Janusza Dudziaka do lotów bojowych był trening operacyjny i zgrywanie załóg w słynnym 18. Operational Training Unit (Jednostka Szkolenia Operacyjnego) w Bramcote w Szkocji. „18. O.T.U. - wspominał sierż. bomb. Mieczysław Pawlikowski, znany powszechnie odtwórca roli Onufrego Zagłoby w filmie Pan Wołodyjowski - tak nazywała się baza, w której gromadzili się świeżo upieczeni piloci, nawigatorzy, bombardierzy, radiotelegrafiści i strzelcy pokładowi. Tu właśnie dobierały się i formowały załogi, które po ostrym treningu, tzw. »zgrywaniu«, odchodziły do Polskich Dywizjonów Bombowych". Starszy szeregowiec strz. Dudziak do 18. OTU zgłosił się 14 stycznia 1943 r. i w ciągu kilku następnych miesięcy odbył szkolenia na samolotach bombowych Vickers Wellington Mk III i X. Jeszcze 30 stycznia oficjalnie nadano mu tytuł i znak strzelca samolotowego, 3 maja tr. zaś otrzymał awans do stopnia kaprala. W tym miejscu należy zaznaczyć, że wszyscy żołnierze Polskich Sił Powietrznych (Polish Air Force/PAF) oprócz polskich stopni wojskowych mieli nadawane równolegle brytyjskie wyższe stopnie RAF, np. Janusz Dudziak był już od grudnia 1942 r. w angielskim stopniu sierżanta (Sergeant/Sgt), oznaczony był też angielskim numerem służbowym 704196.

25 czerwca 1943 r. rozpoczął służbę operacyjną w 305. Dywizjonie Bombowym Ziemi Wielkopolskiej i Lidzkiej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Ingham. Zostało to odnotowane w księdze pamiątkowej dywizjonu: „Nowa załoga zameldowała swe przybycie [...]: por. obs. Lewicki L[eon]. Swój chrzest bojowy załoga ta (bez nawigatora por. Lewickiego, którego zastąpił por. obs. Marian Runiewicz) przeszła w nocy z 27 na 28 lipca, biorąc udział na samolocie Wellington Mk X nr 490 „O" w nalocie siedmiu Wellingtonów Mk X 305. DB na Hamburg z ładunkami bomb kruszących i zapalających. Wszystkie załogi zadanie wykonały i szczęśliwie wróciły do bazy. Podobnie szczęśliwie zakończył się drugi lot bojowy tej załogi (29/30 lipca), w którym sześć bombowców z 305. DB uczestniczyło w kolejnym bombardowaniu Hamburga. Pierwszy miesiąc służby kpr. Dudziaka w dywizjonie był wyjątkowo szczęśliwy, z dziewięciu lipcowych wypraw dywizjonu (łącznie 49 samolotów) wszystkie bowiem wykonały zadania bez strat.

Nocą z 2 na 3 sierpnia 1943 r. 305. DB odbył swoją ostatnią operację na samolotach Wellington, wysyłając do akcji siedem załóg. Wśród nich była załoga Dudziaka, do której wrócił nawigator por. Leon Lewicki. Natomiast zastępujący go por. Marian Runiewicz wrócił do swojej starej załogi, z którą przybył do dywizjonu z 18. OTU. Dla obu tych załóg był to trzeci lot bojowy. Celem akcji miało „być ostateczne wykreślenie Hamburga z mapy - rozsypanie zgliszczy i ruin wyludnionego, kiedyś potężnego miasta i portu". Tymczasem wyprawa okazała się bardzo trudna i tylko częściowo udana. Duże zachmurzenie skutecznie zakryło cel, w związku z czym trzy załogi nie wykonały bombardowania i zawróciły z rejonu Helgołandu. Pozostałe (wśród nich załoga naszego bohatera) przedarły się przez chmury i wykonały zadanie.

Od początku sierpnia 305. DB zaczął być przezbrajany z brytyjskich pięcioosobowych Wellingtonów na amerykańskie czteroosobowe B-25 Mitchell, których załogę stanowili: pilot, nawigator, radiotelegrafista i strzelec. Do końca października dywizjon przeprowadzał reorganizację oraz szkolenie na nowych samolotach i nie brał udziału w walce. W tym czasie kpr. Dudziak, z okazji odbycia trzech lotów bojowych, otrzymał 13 sierpnia honorową odznakę 305. DB, a 25 sierpnia polową odznakę strzelca samolotowego.

5 września 305. DB został przebazowany na lotnisko Swanton Morley, przechodząc równocześnie z lotnictwa bombowego do taktycznego, w którym miał wykonywać dzienne loty bojowe. Tam 8 października 1943 r. inspekcję dywizjonu przeprowadził NW gen. Kazimierz Sosnkowski. W wygłoszonym przemówieniu nawiązał do nazwy 305. DB i imienia Marszałka Piłsudskiego i życzył dywizjonowi, „by kontynuując swą tak owocną służbę, łączył w swej nowej pracy rozmach Polaka z kresów Marszałka Piłsudskiego z dokładnością i wytrwałością ludu Wielkopolskiego". Ponadto NW w pamiątkowym albumie dywizjonu napisał: „Na pamiątkę pierwszego pobytu w dywizjonie z życzeniami szczęścia żołnierskiego i powrotu do Ojczyzny w chwale wielkiej dla Niej zasługi". Podczas tej inspekcji potwierdzone zostało również, że niebawem dywizjon czeka kolejna zmiana sprzętu, tym razem na dwumiejscowe samoloty De Haviland Mosąuito. Wiązało się to z personalnymi przesunięciami w Polskich Siłach Powietrznych, bo o ile piloci i nawigatorzy teoretycznie mogli pozostać w dywizjonie, o tyle radiotelegrafiści i strzelcy pokładowi stawali się zbędni. Tymczasem 3 listopada 305. DB został postawiony w stan gotowości bojowej. Dwa dni później odbył się pierwszy dzienny lot bojowy Polaków na samolocie B-25 Mitchell, w którym wzięły udział cztery załogi. Pierwszą załogę stanowili: mjr pil. Kazimierz Konopasek (dowódca dywizjonu), mjr nawig. Julian Łagowski, ppor. r. op. Kazimierz Kujawa i kpr. strz. Janusz Dudziak. Bombardowano umocnienia i budowane stanowiska artylerii w północnej Francji. Należy zaznaczyć, że wyznaczenie naszego bohatera na strzelca samolotu dowódcy dywizjonu było dużym wyróżnieniem. Kolejny (piąty) lot bojowy kpr. Dudziak wykonał 10 listopada. Tym razem trzy załogi zbombardowały we Francji stanowiska artylerii.

Zapowiedziane pierwsze samoloty Mosąuito zaczęły przybywać do dywizjonu z początkiem grudnia. W związku z tym kpr. Dudziak jako strzelec pokładowy musiał zmienić jednostkę i 17 grudnia 1943 r. zakończył służbę w 305. DB, w którym łącznie wykonał 5 lotów bojowych. Dowódca 305. DB mjr pil. Kazimierz Konopasek w opinii wystawionej mu w dniu odejścia z dywizjonu pisał: „Stopień inteligencji: duży. Dyscyplina i wyszkolenie: dobre. Lojalność służbowa: duża. Ocena ogólna: dobry".
17 grudnia 1943 r., wraz z 13 innymi strzelcami pokładowymi z 305. DB zameldował się w 300. DB Ziemi Mazowieckiej w dobrze mu znanym Ingham. W tym czasie dywizjon używał jeszcze bombowców "Wellington Mk X. które w marcu 1944 r. zostały zastąpione przez ciężkie 4-motorowe Avrc Lancaster Mk I. Reorganizacja spowodowała konieczność zmiany bazy, którą od 1 marca 1944 r. był Faldingworth. Już w nowym miejscu 22 marca przybył do dywizjonu z dwudniową wizytą dowódca PSP gen. bryg. pil. Mateusz Iżycki. Pięć dni później (27 marca) Dudziak został mianowany angielskim starszym sierżantem (Flight Sergeant - F/Sgt). Jakkolwiek wiadomo, że podczas służby w 300. DB Janusz Dudziak wykonał 6 lotów bojowych w czasie 48 godz. 38 min, to ich uszczegółowienie (oprócz 3 ostatnich) nastręcza pewnych trudności, i to mimo pełnej dokumentacji wszystkich lotów bojowych i załóg samolotów z okresu jego służby. Problem ten wynika z faktu, że w tym samym czasie co Sgt. Janusz Dudziak w 300. DB był też Sgt. Józef Dudziak (niespokrewniony z Januszem Dudziakiem), a we wspomnianych dokumentach używano jedynie inicjału imienia. Stąd wymieniony w nich „Sgt. J. Dudziak" może być zarówno Januszem, jak i Józefem. Bez wglądu do osobistego dziennika lotów (tzw. log book - posiadał go każdy lotnik RAF) któregoś z Dudziaków (przy czym dziennik Janusza zaginął), trudno tę kwestię jednoznacznie rozstrzygnąć. Co ciekawe, historia obu lotników, nawet wiele lat po ich śmierci, będzie powodem jeszcze większego zamieszania, o czym wspomnę w dalszej części niniejszego opracowania.

W dniach od 7 do 12 kwietnia 1944 r. Janusz przebywał, jak się miało wkrótce okazać, na ostatnim urlopie wypoczynkowym. Spędził go u swej angielskiej narzeczonej Marian James w Leicester, w środkowej Anglii. Ślub z panną James, z którą zaręczył się podczas poprzedniego urlopu (25-31 stycznia), był planowany na Boże Narodzenie, o czym Janusz poinformował listownie brata Władysława, będącego w 2. Korpusie. Tymczasem wrócił do dywizjonu, który właśnie rozpoczynał pierwsze loty bojowe na ciężkich samolotach bombowych Avro Lancaster. Jako górny strzelec pokładowy wszedł w skład siedmioosobowej załogi Avro Lancaster Mk I nr LL855 BH-G, którą oprócz niego stanowili: por. pil. Aleksander Fedorońko, ppor. nawig. Władysław Jasiński, kpr. r.-op. Zenon Różycki, plut. bomb. Edmund Pogodziński, sierż. mech. pokł. Kazimierz Wodo, kpr. strz. Jan Jagiełło. Jeśli chodzi o wiek członków załogi, to mieli oni od 21 Jagiełło) do 32 lat (Wodo).

Na swój pierwszy wspólny lot bojowy wystartowali 18 kwietnia 1944 r. Polecieli wówczas z 6 innymi załogami 300. DB nad Rouen; zadanie: „dokonać jak największego zniszczenia miasta". Operację wykonano bez start. Była to w ogóle pierwsza misja polskich załóg na samolotach Lancaster. Nalot przeprowadzono w grupie około 270 bombowców. Dwie noce później, z 20 na 21 kwietnia, w grupie ponad 350 lancasterów bombardowano Kolonię - „the biggest German raił centre". Jeden polski samolot zawrócił, ponieważ na skutek awarii systemu tlenowego zaniemógł nawigator. Zadanie wykonało sześć załóg, przy czym aż trzy meldowały spotkania z niemieckimi nocnymi myśliwcami. W trójce tej był samolot Dudziaka, który już 25 mil przed bazą został zaatakowany z odległości ok. 100 m i wysokości ok. 120 m. Zdołał się jednak wymknąć nieprzyjacielowi i wszystkie polskie samoloty pomyślnie wróciły do bazy. Nocą, z 22 na 23 kwietnia, bombardowano Dusseldorf, mimo silnej obrony także bez strat własnych. Dzień później (23 kwietnia) 300. DB odpoczywał po ciężkiej pracy, wtedy też otrzymał od dowódcy 1. Grupy Bombowej RAF wicemarszałka Edwarda A.B. Ricea depeszę gratulacyjną, w związku z przeprowadzeniem na nowych samolotach trzech pierwszych operacji, zakończonych pełnym sukcesem i bez strat własnych, z życzeniami dalszych sukcesów. Niestety, dobra passa skończyła się już nazajutrz.

24 kwietnia 1944 r. 300. DB leciał na ostatnie w tym miesiącu bombardowanie. Celem wyprawy 637 bombowców RAF było Karlsruhe. Startowało 7 polskich maszyn, wróciło 5. Jednym z dwóch samolotów, które nie wróciły do bazy, był avro lancaster Mk I nr LL855 BH-G, który na swoją ostatnią misję wystartował o godz. 22.11. Już po północy 25 kwietnia samolot został zaatakowany przez niemieckiego myśliwca. Zapewne podjął walkę, wyrzucił ładunek bomb i próbował umknąć prześladowcy. Ostatecznie nad Odenwald został zestrzelony i eksplodował w powietrzu. Jego szczątki spadły w odległości ok. 2 km od Michelstadt, Erbach (ok. 30 km na południowy wschód od Darmstadt). Cała siedmioosobowa załoga zginęła i została pochowana we wspólnym grobie na cmentarzu w Michelstadt. W 1947 r. stacjonująca w Michelstadt 4230. Polska Kompania Wartownicza (tzw. Wołyńska) postawiła własnym sumptem pomnik na grobie polskich lotników. Obecnie grób ten jest pielęgnowany przez miejscowy aeroklub.

Janusz Dudziak został pośmiertnie odznaczony Medalem Lotniczym po raz pierwszy. Podczas swojej służby w PSP wykonał 11 lotów bojowych, czyli ok. 1/3 pełnej tury operacyjnej (tzw. kolejki), która wynosiła 200 godzin lotów operacyjnych, przekładających się średnio na ok. 30 lotów bojowych. Przeżycie pełnej tury operacyjnej było nie lada wyczynem, za który obligatoryjnie dostawało się najwyższe odznaczenia bojowe. Konstrukcja samolotu bombowego właściwie nie dawała szans na ocalenie w starciu z nieprzyjacielskimi myśliwcami. Było to zresztą wkalkulowane przez sztaby brytyjskie. Jeżeli lotnik z załogi bombowca przeżył pięć lotów bojowych, uznawano jego wyszkolenie za ekonomiczny sukces i po ok. 30 lotach zwalniano do cywila lub kierowano jako instruktora do którejś z licznych szkół lotniczych. Udział w następnych turach był dobrowolny. Wśród polskich załóg bombowych popularne i nieco buńczuczne było natomiast powiedzenie, że „frajer ten, kto nie zrobił trzynastu lotów". Niestety, ten niezasłużony epitet dotyczył bardzo wielu polskich lotników, w tym bohatera niniejszego tekstu. Straty lotnictwa bombowego PSP w Wielkiej Brytanii były bardzo wysokie - najwyższe ze wszystkich rodzajów lotnictwa.

Gdy Władysław Dudziak w 1945 r. znalazł się w Anglii, próbował ustalić, co się stało z jego bratem, o którego zaginięciu w 1944 r. był poinformowany jeszcze podczas pobytu we Włoszech przez narzeczoną Janusza. Ponieważ brata znał pod imieniem „Jan" (choć ten używał imienia Janusz), zwrócił się do PCK w Londynie z prośbą o ustalenie losów Jana Dudziaka. Otrzymał odpowiedź, że „mimo przeprowadzonej korespondencji nie możemy ustalić, czy ś.p. sierż. R.A.F. Jan Dudziak [podkreślenie oryginalne] poległ nad Berlinem w 1944 roku. (...) Jednocześnie zawiadamiamy, że w ewidencji naszej figurują polegli lotnicy Dudziak Józef, Dudziak Janusz (bez bliższych danych), nie figuruje natomiast Dudziak Jan". Ostatecznie Władysławowi w Wielkiej Brytanii i rodzinie w Polsce nie udało się dowiedzieć, co stało się z Januszem vel Jankiem. Stan ten trwał do 1959 r., kiedy to po przypadkowym odkryciu w sektorze lotników alianckich na cmentarzu Rakowickim w Krakowie grobu „J. Dudziaka" (na nagrobku widnieje tylko inicjał imienia) z 1586. Eskadry Specjalnego Przeznaczenia rodzina bezkrytycznie przyjęła, że to grób Janusza/Jana. Uznano przy tym dotychczasową informację, że zginął nad Niemcami za błędną, gdyż „faktycznie" poległ, niosąc pomoc powstaniu warszawskiemu. Przez kolejne 30 lat składano na tej mogile kwiaty i palono znicze z myślą o Januszu; czynił to także przyjeżdżający do Polski jego brat Władysław i w młodości autor niniejszego tekstu. Pomyłkę ostatecznie skorygowałem w 1989 r. po zapoznaniu się z publikacją Olgierda Cumfta i Huberta K. Kujawy, w której na jednej stronie pojawiły się życiorysy obu lotników.

***

W prezentowanym tekście przedstawiono wojenną historię braci Dudziaków, w okresie międzywojennym mieszkańców powiatowego Jarosławia w województwie lwowskim (Władysław kilka lat przed wojną przeprowadził się do wojewódzkiego Stanisławowa). Choć nie zdobyli cenzusu naukowego, to na ówczesne czasy posiadali wysokie kwalifikacje zawodowe i - co było bodaj najważniejsze w dobie przedwojennego światowego kryzysu - mieli płatne zajęcia. Zwłaszcza starszy z braci, Władysław, zatrudniony na cenionej państwowej posadzie w PKP. Nie byli zamożni, ale na tle raczej w większo¬ści zubożałego społeczeństwa II Rzeczypospolitej wyróżniali się. Kataklizm dziejowy wyrwał ich z Ojczyzny, do której dążyli przez cztery kontynenty, przy czym jeden zginął, a drugi do Polski wrócił niemal po sześćdziesięciu latach. Ich losy w symboliczny sposób oddają tragiczne dzieje dziesiątków tysięcy Polaków.

The wartime odyssey ofthe brothers Władysław and Janusz Dudziak from Jarosław

The article tells the story oftwo brothers, soldiers ofthe Polish Armed Forces, on foreign soil. They both came from Jarosław, where they grew up to adulthood. After Polands defeat in the 1939 campaign, their homeland found itself the under occupation of the Red Army and the two brothers were deported deep into the USSR, where they joined the newly formed Polish Army. Their journey to free Poland led them through four continents. One of the two brothers was killed in combat as an airman ofthe No. 300 Bomber Sąuadron. The other brother served as a bomb disposal expert in the Polish II Corps during the Italian campaign, fighting against the Germans. After the war, he lived in exile and came back to Poland only after nearly sixty years. The story of their lives epitomises the fate of thousands of Poles and their siblings and their suffering at the hands of the two occupiers.

Tekst źródłowy: ,,Z dziejów walk o niepodległość” tom 3, biogram Janusza Dudziaka opracował krewny dr Jerzy Kirszak
Zdjęcia ze zbiorów Jerzego Kirszaka
Zdjęcia matki i siostry Marii z arch. – Aleksander Gucwa via Tomasz Burczyński - krewny Janusza Dudziaka