Flora i fauna Radocyny Dzięki uprzejmości Andrzeja Pikora, leśniczego leśnictwa Radocyna, oraz podleśniczego Mirosława Zeprzałki udało się nam dostać w ten niezamieszkany rejon gminy Sękowa. Już w Zdyni wita nas puszczyk uralski, który siedzi dumnie na słupie telefonicznym. Wokoło lasy, śnieg i urokliwe zakątki, miejsca, gdzie jeszcze przed wojną mieszkało ponad czterysta osób. Dziś dolina Wisłoki na całej swej długości kilku kilometrów pozostaje niezamieszkana, a o jej istnieniu przypominają liczne ślady domostw, ogrodów oraz innej działalności człowieka, które są widoczne na każdym kroku. Leśniczy zna tu każde miejsce, każde drzewo i historię tych terenów. - Od dwudziestu ośmiu lat jestem w Radocynie. Z początku mieszkałem tu przez pięć lat. Nie było prądu. Pamiętam jak dziś 27 maja 1987 roku o godzinie 17.20 zawitał prąd do Radocyny, ale już podczas pierwszej zimy wyłamało wszystkie słupy i było po elektryczności. Nie było drogi przez Lipną i Jesionkę. Jedyny dojazd był przez Nieznajową. Mieszkaliśmy w leśniczówce i hotelu, przy świecach, był też agregat prądotwórczy - wspomina leśniczy Andrzej Pikor. Gdy przyszedł tu do pracy, opuszczona szkoła była jeszcze w dobrym stanie. Oprócz leśników w pobliskim Czarnem mieszkał Andrzej Stasiuk, a na wiosnę pojawiali się bacowie z owcami. Średnio było około dziesięciu bacówek. Leśnictwo Radocyna należy do Nadleśnictwa Gorlice i liczy 1460 hektarów. Kiedyś miało ponad 2000 hektarów, ale część terenu włączono w obręb Magurskiego Parku Narodowego.
Cały teren Radocyny znajduje się w obszarze Natury 2000. Występuje tutaj wiele gatunków ptaków, roślin, zwierząt oraz gadów znajdujących się pod ochroną. Leśniczy bez problemu wylicza chronione gatunki.
- Orlik krzykliwy, tutaj jest jego ojczyzna. Przelatuje również orzeł przedni. Są myszołowy, pustułki, puszczyk uralski, puchacz, dudek, zimorodek i oczywiście bocian czarny. W leśniczówce mamy kolonię rozrodczą gacka brunatnego. Jest też nocek posrebrzany. W Nieznajowej jest stanowisko cisa pospolitego. Są rysie, wilki, jelenie, dziki, lisy. Przywędrował również ze wschodu jenot, są też łosie i co roku pojawia się niedźwiedź brunatny - mówi leśniczy. Jak wspomina, nieraz kobiety pracujące w lesie uciekały na drzewa przed niedźwiedziem, a kilkanaście lat temu nawet żubr przywędrował w urokliwe strony Radocyny. Szczególnie jesienią niedźwiedź lubi odwiedzać dzikie sady, gdzie rosną jabłka i śliwki. To tutaj występuje jedyne w Karpatach stanowisko tłustosza pospolitego. - To rodzynek w naszym terenie. Roślina znajduje się pod ścisłą ochroną i jest zagrożona wyginięciem. To roślina mięsożerna, żywi się owadami - wyjaśnia leśniczy. - Pamiętam, było to w maju. Padały deszcze, teren był bardzo nasiąknięty wodą. Ziemia zaczęła się zapadać razem z drzewami i tak powstało jeziorko - wspomina leśniczy. - Jak dobrze pamiętam to jesteśmy tutaj od 1997 roku, czyli już ponad dziesięć lat. Mieszkamy na stałe w Wyszowatce, ale tutaj jesteśmy cały czas. Mamy do dyspozycji czterdzieści miejsc noclegowych. Cztery pokoje czteroosobowe z łazienkami, jeden pokój trzyosobowy z łazienką i trzy pokoje siedmioosobowe. Noclegi od trzydziestu do szesnastu złotych, wyżywienie całodzienne do trzydzieści pięć, dla grup zorganizowanych mamy zniżki - mówi Wiola Maj. W lecie ruchu nie brakuje. Przyjeżdża młodzież, szkoły. Bardzo dużo osób odpoczywa podczas weekendów, są grzybiarze, rowerzyści. Gorzej jest natomiast zimą. Są dnie, gdy w hotelu nie ma nikogo. Z dojazdem tutaj jest bardzo ciężko. - Staramy się robić zapasy na zimę. W lecie przyjeżdża hurtownia i nie ma problemu. Gorzej zimą. Jak tylko da się przejechać, jadę do Gorlic kupuję żywność na dłuższy czas. Pamiętam, jak raz w Gorlicach się dziwili, że maluch jest taki pojemny. To najlepszy samochód, jak się zakopię, to sam go wypcham, bo kto w lesie pomoże - mówi Stanisław Maj.
W Sylwestra w hotelu było około 40 osób, to stała grupa, która przyjeżdża od lat. Ostatnio odbył się tutaj II Zimowy Astrozlot. Miłośnicy astronomii szczególnie upodobali sobie ten rejon, ponieważ widok nieba nie jest zakłócany przez generowane przez ludzkie siedziby światło. Najbliższą miejscowością, która mogłaby przeszkadzać w obserwacjach, są Gorlice. Państwo Majowie swoim gościom oferują pyszną domową kuchnię, m.in. z pieczonym baranem, którego przygotowuje gospodyni.
- Co sobie zażyczą nasi goście to staramy się przygotować. Dużą popularnością cieszą się pierogi z wątróbką. Do dyspozycji gości jest miejsce na ognisko, grill, boisko do piłki nożnej, siatkówki i koszykówki. Jedynym problemem jest tutaj brak zasięgu sieci komórkowych. Dla niektórych jest to duży plus - mówi Wioletta. W chwili obecnej w ośrodku jest pusto, ale nie tak do końca. Razem z Majami mieszkają jeszcze dwa sympatyczne psy Bombel i Myszą, które żywo reagują na wszystko, co pojawi się wokół hotelu. - Są dnie, że nie ma nikogo. Nieraz sprawdzamy, czy telefon działa, bo nawet nikt nie dzwoni. Dobrze, że zaglądają leśnicy. Często pojawiają się Słowacy, przychodzą na biegówkach. Z turystami jest gorzej. Były przypadki, że ktoś przyjechał i musiał zostać, bo nie było jak wrócić. Niektórzy zostawiali samochody i udawali się pieszo do Koniecznej na przystanek autobusowy -mówią Majowie. Codziennie muszą napalić w piecu, odgarnąć śnieg, przygotować posiłek i czekać na upragnioną wiosnę, która tutaj przychodzi wyjątkowo późno. Żródło ,,Gazeta Gorlicka"
Wróć do newsów |