50-ta rocznica śmierci Jana Długosza - taternika z Siar
Tak w okresie międzywojennym była w taternictwie „epoka Stanisławskiego", tak na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku była „epoka Długosza". Obaj zginęli w Tatrach w miejscach nietrudnych, ale eksponowanych - pierwszy na Kościółku w Dolinie Batyżowieckiej, a drugi na Zadnim Kościelcu. Nawet podobieństwo nazw obu tych miejsc, gdzie zginęli, łączy te 2 wybitne osobowości taternickie. 2 lipca 1962 roku był ostatnim dniem zajęć Jana Długosza na turnusie szkoleniowym komandosów na Hali Gąsienicowej. Pełnił funkcję instruktora-koordynatora, doglądając zespoły wspinające się pod okiem instruktorów - taterników na okolicznych szczytach. Poszczególne zespoły wyruszyły na różne drogi wspinaczkowe. Długosz postanowił doglądnąć zespoły wspinające się na Kościelcach. Kiedy nawiązał kontakt głosowy z grupą wspinającą się na Kościelcu, udał się z Kościelcowej Przełęczy do drugiej grupy, na Zadni Kościelec, pozostawiając na przełęczy kurteczkę ortalionową, którą poprzedniego dnia dała mu Krystyna Sałyga, szkoląca adeptów taternictwa w szkółce na Hali Gąsienicowej. Ale Długosz do tej drugiej grupy nie doszedł. Uczestnicy grupy wspinającej się na Kościelcu usłyszeli po chwili głuche uderzenie i hurkot spadających kamieni na wschodniej ścianie Zadniego Kościelca. Sądzili, że jest to samoistne spadanie kamieni lub też kamienie został) specjalnie strącone przez Długosza, który zniknął im z pola widzenia za turniczką w grani. Potem nastała cisza.
W tym dniu miałem akurat dyżur w Obserwatorium Meteorologicznym na Kasprowym Wierchu. Po południu, wychodząc na taras, by wykonać cogodzinną obserwację pogody, słyszałem nawoływania z rejonu Kościelców. Przypuszczałem, że mogło tam dojść do wypadku, ale sądziłem, że to może jakiś turysta uległ kontuzji. Po 2 godzinach któryś z pracowników kolejki linowej powiedział, że śmiertelnemu wypadkowi uległ Jan Długosz, który przechodził granią Kościelców od jednej grupy komandosów do drugiej. Dla mnie był to szok, co prawda Długosza nie znałem osobiście, ale od lat śledziłem jego wspinaczkowe dokonania. I chociaż mówiono, że nie wspinał się elegancko i lekko, ale skutecznie, to dla mnie był idolem.
Tak wyglądał przebieg wyprawy w oparciu o zapis w Księdze Wypraw. Długosz, wchodząc od Kościelcowej Przełęczy na Zadni Kościelec, mógł stanąć nieopatrznie na ruchomy kamień i razem z nim spadł do komina. Miał 33 lata i mocno już ugruntowaną pozycję w taternictwie i alpinizmie. Niektórzy zazdrościli mu sukcesów. Ewa Dereń w 4. wydaniu „Komina Pokutników" tak charakteryzuje jego sylwetkę: „Swoisty mit otaczał tę postać już zażycia - i bynajmniej nie za sprawą samych tylko sukcesów sportowych. Charyzma - to słowo przewija się we wszystkich wspomnieniach dawnych przyjaciół i znajomych, lecz co ciekawe - także konkurentów. Ba, nawet wrogów - to nie była niekontrowersyjna postać. Nieformalny, a jednak niekwestionowany przywódca wszystkich schroniskowych zabaw, organizator taternickich sylwestrów i słynnych morskoocznych dyngusów. (...) Autor przejść przełomowych dla taternictwa, przez kilka lat odmawiał wstąpienia do Klu¬bu, gdyż manifestacyjnie kontestował wszelkie struktury formalne i „społeczne urządzenia"; twierdził, że niezależność jest ważniejsza, niż wszystko.... Pomimo rzeczywiście bogatej biografii i niebanalnej osobowości potrafił też znakomicie „reżyserować" siebie. Szalenie dowcipny, czasem boleśnie złośliwy i zgryźliwy, czasem uroczy, bardzo inteligentny - tak najczęściej charakteryzują go towarzysze danych wspinaczek i zabaw. Często porównywano go do Zbyszka Cybulskiego, do którego rzeczywiście był podobny -zarówno fizycznie, jak i ze sposobu bycia. Młodzi taternicy uważali go podobnie jak Cybulskiego aktorzy za ikonę swojej generacji".
Kiedy w 1957 roku pojawiła się koncepcja szkolenia alpinistycznego w jednostkach powietrzno-desantowych. Długosz podjął się tego jako pierwszy. Potem już co roku prowadził wszystkie tego typu szkolenia w Tatrach. Lubił pracować i wspinać się z komandosami i pracując dla nich, zginął. Choć od tamtych wydarzeń minęło już pół wieku, komandosi o nim nie zapomnieli. Dokładnie w 50. rocznicę jego śmierci złożyli na jego mogile na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem wiązankę kwiatów z dedykacją na szarfie: „Janku, pamiętamy -Komandosi z Kobylan". U stóp granitowego głazu przypominającego kształtem Kościelec zapłonęły znicze. Razem z Jankiem spoczywają w mogile jego rodzice - Janina i Jan.
Źródło: Tygodnik Podhalański - Apoloniusz Rajwa
PS
W połowie czerwca 2012 r. młodzież szkolna z Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Sękowej, będąc na dwu dniowej wycieczce w Tatrach Słowackich i Polskich, odwiedziła cmentarz na tzw. Pęksowym Brzysku w Zakopanem
Zobacz 10 min film pt ,,Zamarła Turnia" - scenariusz Jan Długosz, który zresztą wystepuje w tym filmie (w okularach). Film nakręcono rok po śmierci Długosza - co zresztą sugeruje czarna ramka na początku filmu wokół nazwiska scenarzysty.
Wróć do newsów |